Bardzo chciałbym wierzyć, że decyzja Księdza o rezygnacji ze stanowiska metropolity warszawskiego była suwerenna, że podjął ją Ksiądz po namyśle, nie chcąc stawiać w fatalnej sytuacji Kościoła i wiernych. Bardzo chciałbym wierzyć - ale jakoś nie mogę - pisze Łukasz Warzecha.
Wcześniejsze Księdza postępowanie mi na to nie pozwala. Trwał Ksiądz długo w uporze, mówił nieprawdę o swojej współpracy z Bezpieczeństwem, a skruchę wyraził
(choć słowo "przepraszam" nie padło) dopiero, gdy był już Ksiądz na stanowisku.
Dlatego zakładam, że decyzja o rezygnacji nie była decyzją Księdza. Szkoda. Mam nadzieję, że się Ksiądz teraz wycofa w jakieś spokojne miejsce - tak będzie najlepiej. I sprawę Księdza będzie można uznać za zamkniętą.
Ale nie sprawę innych duchownych, którzy współpracowali. Widać przecież wyraźnie, że prawdy nie da się ukryć, a jej odkrywanie w ostatniej chwili przynosi same szkody. Chciałbym, żeby hierarchia wyciągnęła z tego wnioski. Ale też jakoś trudno mi to przychodzi, gdy przypomnę sobie homilię Księdza Prymasa Glempa, który kilkanaście minut Księdza usprawiedliwiał, a o prawdzie nie powiedział ani słowa.
Dlatego zakładam, że decyzja o rezygnacji nie była decyzją Księdza. Szkoda. Mam nadzieję, że się Ksiądz teraz wycofa w jakieś spokojne miejsce - tak będzie najlepiej. I sprawę Księdza będzie można uznać za zamkniętą.
Ale nie sprawę innych duchownych, którzy współpracowali. Widać przecież wyraźnie, że prawdy nie da się ukryć, a jej odkrywanie w ostatniej chwili przynosi same szkody. Chciałbym, żeby hierarchia wyciągnęła z tego wnioski. Ale też jakoś trudno mi to przychodzi, gdy przypomnę sobie homilię Księdza Prymasa Glempa, który kilkanaście minut Księdza usprawiedliwiał, a o prawdzie nie powiedział ani słowa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|