Gdyby ojciec Tadeusz Rydzyk wystąpił z PiS, stałby się natychmiast światłym i sympatycznym kapłanem. Przynajmniej w oczach polityków PO, którzy wychwalają dziś Marka Jurka jako "polityka ideowego", choć dzień wcześniej utrącili popierane przez niego poprawki do konstytucji. I choć jeszcze niedawno był dla nich "brutalnym funkcjonariuszem partyjnym na fotelu marszałka Sejmu" - pisze Piotr Zaremba, publicysta DZIENNIKA.
Ale w pochwałach Platformy jest racjonalne jądro. Należy komplementować kogoś, kto wprowadza zamęt w szeregi przeciwnika. Marszałek Jurek, kierując się jak
najszlachetniejszymi intencjami, popsuł szyki własnej partii.
Zrobił to, wciągając ją - pospołu z Romanem Giertychem - w batalię nie do wygrania. Jarosław Kaczyński przewidywał na początku, że w parlamencie nie ma wystarczającej liczby głosów, aby zmienić konstytucję. I jak się okazało, tym razem miał rację.
Nie oznacza to, że miał rację, próbując załatwić ten spór, w który tak mocno zaangażowane są ludzkie sumienia, kapralskim krzykiem. W partii, która nie była do tej pory wzorem wewnętrznych debat, trzeba niewiele, aby najmniejszy zatarg urósł do rozmiarów kataklizmu. Każdy lider musi być po troszę dyplomatą. Przekonał się o tym niedawno Donald Tusk i przekonuje się Kaczyński. Tabu, jakim był wizerunek monolitycznej partii, zostało naruszone. Ale to nie powód do tragedii, a do próby poszukania tym razem już wewnątrzpisowskiego kompromisu.
Podtrzymanie decyzji Marka Jurka to dla PiS ryzyko podwójne. Możliwe, że wymuszoną przez niego konstytucyjną inicjatywą partia ta zniechęciła jakąś grupę liberalnych wyborców (jeśli tacy jeszcze jej pozostali). Teraz dramatycznym rozstaniem z marszałkiem ryzykuje z kolei erozję na prawej flance, wśród tak zwanych wyborców radiomaryjnych. Co więcej próba wyłonienia nowego marszałka uwikła partię Kaczyńskiego w kolejne trudne negocjacje z Samoobroną i LPR. Lepper i Giertych już czekają z niełatwymi do przyjęcia nowymi żądaniami.
Traci więc Kaczyński, ale traci i Jurek. Nie ma on szans na zbudowanie czegoś własnego. Brak mu szabel, jego tak zwani zwolennicy to grono ludzi wystraszonych i przypadkowych, połączonych twardymi antyaborcyjnymi przekonaniami i sympatią do Jurka. To za mało, aby fundować nowe ugrupowanie. Sam Jurek nie ma talentów organizatora partyjnych struktur i chyba wie, jak trudno stworzyć nową formację w dzisiejszym systemie finansowania partii z budżetu państwa. Osłabiając swoją partię, zrobi tylko prezent tak zwanym przystawkom, a w długiej perspektywie - PO i lewicy.
Te argumenty prowadzą nas jak w matematycznym równaniu do jednego rozwiązania - Kaczyński i Jurek są skazani na pogodzenie się.
Wysiłki w tym kierunku są podejmowane, a fakt, że lider PiS powiedział "przepraszam" (co często mu się nie zdarza) pokazuje, że nawet on gotów jest zrezygnować z tak dla niego charakterystycznego drobiazgowego dowodzenia własnych racji. Marek Jurek wracając do PiS i na fotel marszałka Sejmu, mógłby nawet wzmocnić swoją pozycję. Stałby się na powrót potrzebny swojej partii do gry o względy ojca Rydzyka.
Tyle że polityka nie jest matematyką. To przez emocjonalne zachowania paru osób padł w 1993 roku rząd Suchockiej, co doprowadziło do przedterminowych wyborów i porażki prawicowców. Także tych, którzy się do tego przyczynili. Dziś stawka nie jest aż tak wielka. Za to ludzkie charaktery pozostają równie ułomne.
Zrobił to, wciągając ją - pospołu z Romanem Giertychem - w batalię nie do wygrania. Jarosław Kaczyński przewidywał na początku, że w parlamencie nie ma wystarczającej liczby głosów, aby zmienić konstytucję. I jak się okazało, tym razem miał rację.
Nie oznacza to, że miał rację, próbując załatwić ten spór, w który tak mocno zaangażowane są ludzkie sumienia, kapralskim krzykiem. W partii, która nie była do tej pory wzorem wewnętrznych debat, trzeba niewiele, aby najmniejszy zatarg urósł do rozmiarów kataklizmu. Każdy lider musi być po troszę dyplomatą. Przekonał się o tym niedawno Donald Tusk i przekonuje się Kaczyński. Tabu, jakim był wizerunek monolitycznej partii, zostało naruszone. Ale to nie powód do tragedii, a do próby poszukania tym razem już wewnątrzpisowskiego kompromisu.
Podtrzymanie decyzji Marka Jurka to dla PiS ryzyko podwójne. Możliwe, że wymuszoną przez niego konstytucyjną inicjatywą partia ta zniechęciła jakąś grupę liberalnych wyborców (jeśli tacy jeszcze jej pozostali). Teraz dramatycznym rozstaniem z marszałkiem ryzykuje z kolei erozję na prawej flance, wśród tak zwanych wyborców radiomaryjnych. Co więcej próba wyłonienia nowego marszałka uwikła partię Kaczyńskiego w kolejne trudne negocjacje z Samoobroną i LPR. Lepper i Giertych już czekają z niełatwymi do przyjęcia nowymi żądaniami.
Traci więc Kaczyński, ale traci i Jurek. Nie ma on szans na zbudowanie czegoś własnego. Brak mu szabel, jego tak zwani zwolennicy to grono ludzi wystraszonych i przypadkowych, połączonych twardymi antyaborcyjnymi przekonaniami i sympatią do Jurka. To za mało, aby fundować nowe ugrupowanie. Sam Jurek nie ma talentów organizatora partyjnych struktur i chyba wie, jak trudno stworzyć nową formację w dzisiejszym systemie finansowania partii z budżetu państwa. Osłabiając swoją partię, zrobi tylko prezent tak zwanym przystawkom, a w długiej perspektywie - PO i lewicy.
Te argumenty prowadzą nas jak w matematycznym równaniu do jednego rozwiązania - Kaczyński i Jurek są skazani na pogodzenie się.
Wysiłki w tym kierunku są podejmowane, a fakt, że lider PiS powiedział "przepraszam" (co często mu się nie zdarza) pokazuje, że nawet on gotów jest zrezygnować z tak dla niego charakterystycznego drobiazgowego dowodzenia własnych racji. Marek Jurek wracając do PiS i na fotel marszałka Sejmu, mógłby nawet wzmocnić swoją pozycję. Stałby się na powrót potrzebny swojej partii do gry o względy ojca Rydzyka.
Tyle że polityka nie jest matematyką. To przez emocjonalne zachowania paru osób padł w 1993 roku rząd Suchockiej, co doprowadziło do przedterminowych wyborów i porażki prawicowców. Także tych, którzy się do tego przyczynili. Dziś stawka nie jest aż tak wielka. Za to ludzkie charaktery pozostają równie ułomne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|