Tegoroczne wybory we Francji były jednym z najciekawszych wydarzeń politycznych w tym kraju chyba od czasów de Gaulle’a. Były jednocześnie niezwykle ważnym wydarzeniem ogólnoeuropejskim - pisze w "Fakcie" Stefan Meller, były szef MSZ i były ambasador Polski w Paryżu, znawca Francji.
W tym roku w kampanii wyborczej poszukiwano w miejsce poprawności politycznej nowego sposobu na opis rzeczywistości francuskiej. Ta tendencja wpisuje się w
ogólnoświatowy koncept zadziwiających mieszanin politycznych.
Szczególnie mocno było jednak widać je podczas tegorocznej kampanii we Francji. I tak w jednej tylko wypowiedzi jednego polityka bez trudu odnaleźć można było elementy liberalne, konserwatywne, nacjonalistyczne, socjalne itp. Właściwie konserwatywno-liberalno-socjalistyczna była większość wyborczych wypowiedzi. Bez względu na to, z którą stroną sceny politycznej utożsamiał się dany kandydat.
Każdy z nich przygotował dla Francuzów wyjątkowy gulasz. Najlepszy był ten Sarkozyego. Ostrzej niż inni próbował pokonać poprawność polityczną. Widać to było w debacie publicznej. Po raz pierwszy pojawiły się na przykład elementy religijne. Mam na myśli przywoływanie do dyskursu publicznego walorów religijnych.
Sarkozy przejął od polityków skrajnie prawicowych elementy opisu rzeczywistości związane z emigracją, łagodząc je. Po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z nazywaniem rzeczy po imieniu: mamy problem z emigracją i szerzej - z tożsamością europejską. Sarkozy doprawił swój gulasz przyprawami podobającymi się elektoratowi prawicowemu. Zręcznie manipulował argumentacją społeczną, a to z kolei przypadło do gustu elektoratowi lewicowemu.
Program Segolene Royal okazał się mniej interesujący dla elektoratu. To także był gulasz, ale słabiej doprawiony. Wyszedł trochę na słodko, a to sprzeczne z naturą tej potrawy.
Najmniej smaczny był gulasz Bayrou. Choć i ten kandydat był jednocześnie prawicowy, lewicowy i liberalny, to jednak nie użył żadnych przypraw i jego potrawa okazała się nie mieć smaku. Le Pen podniecał smakoszy, bo upichcił niezwykle pikantną potrawę. Okazało się jednak, że w jego garze były tylko przyprawy, a mało treści.
Ta, co była, była znana od dawna. A to, co w programie Le Pena było istotne dla ludzi, lepiej zaserwowali inni.
Z polskiego punktu widzenia najważniejszy był stosunek poszczególnych kandydatów do Unii Europejskiej i do jej nowych członków. Szczególnie groźny był dla Polski pomysł Francois Bayrou, by urządzić Europę nieco odmiennie. Wyłuskać z Unii państwa, które chcą brać udział w Schengen i euro. Bayrou chciał dwóch kręgów europejskich: państw ważniejszych i mniej ważnych. W jego klasyfikacji Polska znalazłaby się w drugim kręgu, który miałby doganiać resztę. Trzon Europy rozwijałby się jednak szybciej, poza nami. Le Pen jest z założenia antyeuropejski, więc nie ma o czym mówić. Jego myślenie o Europie jest skrajnie reakcyjne.
Nikolas Sarkozy ma dobry pomysł na europejską konstytucję. Chce opracowania niewielkiego tekstu, coś na kształt konstytucji USA, jasnego i klarownego dla wszystkich. Później można byłoby opracować aneksy, w których znalazłyby się szczegółowe prawne uregulowania. Segolene Royal myśli o powtórzeniu referendum nad tekstem, który został obalony.
Sarkozy jest bardziej czuły na "nową Europę". Niektórzy powiadają, że to dlatego, że jest z pochodzenia Węgrem. Moim zdaniem Sarkozy ma świadomość, że Francję czeka wielka metamorfoza w sensie gospodarczym i społecznym, wielka reforma i przemiana struktur społecznych, a nowa część Europy może być dla Francji bardzo interesująca w tym zakresie. Na przykład jeśli chodzi o francuską wytwórczość czy rynki zbytu. Pamiętajmy, że Francja jest największym inwestorem w Polsce.
Szczególnie mocno było jednak widać je podczas tegorocznej kampanii we Francji. I tak w jednej tylko wypowiedzi jednego polityka bez trudu odnaleźć można było elementy liberalne, konserwatywne, nacjonalistyczne, socjalne itp. Właściwie konserwatywno-liberalno-socjalistyczna była większość wyborczych wypowiedzi. Bez względu na to, z którą stroną sceny politycznej utożsamiał się dany kandydat.
Każdy z nich przygotował dla Francuzów wyjątkowy gulasz. Najlepszy był ten Sarkozyego. Ostrzej niż inni próbował pokonać poprawność polityczną. Widać to było w debacie publicznej. Po raz pierwszy pojawiły się na przykład elementy religijne. Mam na myśli przywoływanie do dyskursu publicznego walorów religijnych.
Sarkozy przejął od polityków skrajnie prawicowych elementy opisu rzeczywistości związane z emigracją, łagodząc je. Po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z nazywaniem rzeczy po imieniu: mamy problem z emigracją i szerzej - z tożsamością europejską. Sarkozy doprawił swój gulasz przyprawami podobającymi się elektoratowi prawicowemu. Zręcznie manipulował argumentacją społeczną, a to z kolei przypadło do gustu elektoratowi lewicowemu.
Program Segolene Royal okazał się mniej interesujący dla elektoratu. To także był gulasz, ale słabiej doprawiony. Wyszedł trochę na słodko, a to sprzeczne z naturą tej potrawy.
Najmniej smaczny był gulasz Bayrou. Choć i ten kandydat był jednocześnie prawicowy, lewicowy i liberalny, to jednak nie użył żadnych przypraw i jego potrawa okazała się nie mieć smaku. Le Pen podniecał smakoszy, bo upichcił niezwykle pikantną potrawę. Okazało się jednak, że w jego garze były tylko przyprawy, a mało treści.
Ta, co była, była znana od dawna. A to, co w programie Le Pena było istotne dla ludzi, lepiej zaserwowali inni.
Z polskiego punktu widzenia najważniejszy był stosunek poszczególnych kandydatów do Unii Europejskiej i do jej nowych członków. Szczególnie groźny był dla Polski pomysł Francois Bayrou, by urządzić Europę nieco odmiennie. Wyłuskać z Unii państwa, które chcą brać udział w Schengen i euro. Bayrou chciał dwóch kręgów europejskich: państw ważniejszych i mniej ważnych. W jego klasyfikacji Polska znalazłaby się w drugim kręgu, który miałby doganiać resztę. Trzon Europy rozwijałby się jednak szybciej, poza nami. Le Pen jest z założenia antyeuropejski, więc nie ma o czym mówić. Jego myślenie o Europie jest skrajnie reakcyjne.
Nikolas Sarkozy ma dobry pomysł na europejską konstytucję. Chce opracowania niewielkiego tekstu, coś na kształt konstytucji USA, jasnego i klarownego dla wszystkich. Później można byłoby opracować aneksy, w których znalazłyby się szczegółowe prawne uregulowania. Segolene Royal myśli o powtórzeniu referendum nad tekstem, który został obalony.
Sarkozy jest bardziej czuły na "nową Europę". Niektórzy powiadają, że to dlatego, że jest z pochodzenia Węgrem. Moim zdaniem Sarkozy ma świadomość, że Francję czeka wielka metamorfoza w sensie gospodarczym i społecznym, wielka reforma i przemiana struktur społecznych, a nowa część Europy może być dla Francji bardzo interesująca w tym zakresie. Na przykład jeśli chodzi o francuską wytwórczość czy rynki zbytu. Pamiętajmy, że Francja jest największym inwestorem w Polsce.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|