To język, który przyniósł Polsce najpierw Katyń, a potem Bieruta. Amerykanie wraz z Polakami teraz mają nadzieję, że historia się nie powtórzy. Ani jako tragedia, ani jako farsa. Wbijając odlaną z tytanu rosyjską flagę w dno morza pod biegunem północnym i roszcząc sobie prawo do obszaru szelfu kontynentalnego wielkości Europy Zachodniej, Moskwa stworzyła nowe źródło napięcia w stosunkach międzynarodowych.
Bo ten zaskakujący ruch ma poważny wymiar polityczny - jest kolejnym krokiem na drodze do uzyskania przez Rosję pozycji "supermocarstwa energetycznego", jak to określił prezydent Putin. Ostatnimi posunięciami Moskwy kieruje wyłącznie geopolityka i geoekonomika. Geolodzy oceniają, że jedna czwarta światowej ropy i gazu - miliardy baryłek i biliony metrów sześciennych - może się znajdować właśnie pod arktycznym szelfem kontynentalnym i być może pod polarną pokrywą lodową.
Według dzisiejszych cen zasoby te mogą być warte setki miliardów dolarów.Wraz z topnieniem i kurczeniem się pokrywy lodowej nie tylko złoża te staną się bardziej dostępne niż dzisiaj, ale może również powstać nowa droga morska do nich wzdłuż północnego wybrzeża Eurazji.
W 2001 roku Rosja złożyła wniosek o zwiększenie powierzchni swojego szelfu kontynentalnego do zajmującej się tym komisji ONZ, w ramach Konwencji o Prawach Morskich, której jest sygnatariuszką. Komisja odmówiła rozpatrzenia sprawy i zażądała dalszych analiz. Teraz Rosja planuje ponowne złożenie wniosku i spodziewa się odpowiedzi do 2010 roku. Trudno jednak nie zauważyć, że rosyjskie żądania opierają się na bardzo kruchych podstawach - Rosja chce przedłużyć swój szelf z racji tego, że zaczynające się u jej wybrzeży podwodne skały Łomonosowa i Mendelejewa ciągną się rzekomo aż po biegun północny.
Ten najnowszy ruch Moskwy jest również mrożącym przypomnieniem prób podboju Arktyki w latach 30., kiedy Związek Sowiecki był królestwem terroru i nienawiści. Stalin i jego siepacze mordowali wrogów ludu po rozprawach przed sądami kapturowymi, w podziemiach Łubianki i tajnych miejscach egzekucji w lasach. Ci szczęściarze, których nie aresztowano, byli zmuszani do składania hołdu "bohaterom Arktyki" - pilotom, marynarzom i polarnikom - podczas makabrycznych uroczystości na cześć tyranii.
Dzisiejsza rosyjska retoryka kojarzy się niestety z mentalnością zimnowojenną. Szef arktycznej ekspedycji i wiceszef rosyjskiej Dumy Artur Czilingarow zakomunikował przecież: "Arktyka jest nasza i powinniśmy tam zamanifestować swoją obecność". Sam Władimir Putin wypowiedział się na ten temat już wcześniej w wystąpieniu poświęconym rosyjskiemu lodołamaczowi o napędzie atomowym. Prezydent powiedział, że Rosja musi zintensyfikować wysiłki na rzecz zabezpieczenia swoich "interesów strategicznych, gospodarczych, naukowych i obronnych" w Arktyce.
Ameryka i jej sojusznicy nie są zainteresowani nową zimną wojną w Arktyce. A kryzysu wokół tej sprawy można uniknąć, jeśli Rosja zacznie się zachowywać w sposób bardziej cywilizowany. Pośpiech, z jakim Moskwa dąży do zawładnięcia Oceanem Arktycznym i wszystkim, co się pod nim znajduje, dowodzi jednak, że nowym rosyjskim niedźwiedziem polarnym kieruje ogromna chciwość i agresja.
Dlatego konieczną reakcją są kroki prawne i dyplomatyczne. A Polska może odegrać kluczową rolę w tej dyskusji, umieszczając żądania rosyjskie w kontekście historycznym, który pozimnowojennemu pokoleniu mieszkańców Zachodu jest zupełnie nieznany. Warszawa powinna również nakłaniać swoich europejskich przyjaciół do przeciwstawienia się rosyjskiemu ekspansjonizmowi w Arktyce, i to zanim będzie zbyt późno.
Stany Zjednoczone i Kanady przyjęły rosyjskie zatknięcie flagi bardzo sceptycznie i zgodnie oznajmiły, że gest ten nie niesie ze sobą żadnych skutków prawnych. Aby jednak zablokować rosyjskie próby powiększenia swojego szelfu kontynentalnego, Amerykanie powinni zachęcać swoich przyjaciół i sojuszników - zwłaszcza Kanadę, Danię i Norwegię - aby złożyły własne wnioski do komisji ONZ, a także nakłonić Kanadę, aby koordynowała ewentualny pozew do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości przeciwko rosyjskim zakusom.
Bo agresywna postawa Rosji nie daje nam innego wyboru niż tylko wypracować w tej kwestii wspólną strategię i zaprosić inne zaprzyjaźnione kraje, na przykład Wielką Brytanię, do pomocy w stworzeniu zachodniej obecności w Arktyce. Wymagałoby to zapewne budowy floty lodołamaczy, okrętów podwodnych, morskich jednostek geofizycznych i samolotów polarnych. Ale zostawienie Arktyki rosyjskiemu niedźwiedziowi byłoby zbyt ryzykowne.