Dziennik Gazeta Prawana logo

Kraków to był początek? Polskę zaleje fala referendów

Aleksander Miszalski
Czy fala odwołań prezydentów ogarnie kolejne miasta w Polsce?/Agencja Gazeta
Sukces referendum w Krakowie, w którym mieszkańcy odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego, wywołał polityczne tąpnięcie. Wydarzenie to stało się iskrą, która rozbudziła nadzieje opozycji na powtórzenie tego scenariusza w innych ośrodkach miejskich. Czy polskie samorządy czekają miesiące politycznej destabilizacji i przedterminowych wyborów?

Niedzielne głosowanie w Krakowie zakończyło się sukcesem inicjatorów odwołania prezydenta z Koalicji Obywatelskiej. Ponad 176 tysięcy mieszkańców wzięło udział w referendum, przekraczając wymagany próg frekwencyjny. Obecnie miastem zarządza komisarz Stanisław Kracik, a mieszkańcy szykują się do przedterminowych wyborów. Choć krakowska inicjatywa formalnie nie miała partyjnego szyldu, politycy Prawa i Sprawiedliwości już teraz widzą w niej gotowy przepis na osłabienie wpływów KO w dużych aglomeracjach.

PiS szuka "słabych ogniw"

Politycy PiS otwarcie przyznają, że rozglądają się za miastami, w których prezydenci kojarzeni z obecną koalicją rządzącą mają realne problemy. Choć marzeniem opozycji pozostaje odwołanie Rafała Trzaskowskiego w Warszawie, realia polityczne i wysoka frekwencja wyborcza czynią to zadanie niemal niemożliwym. Skupiają się zatem na ośrodkach, w których "matematyka referendalna" daje większe szanse na sukces.

Wrocław: Czy stowarzyszenie SOS Wrocław podejmie rękawicę?

We Wrocławiu Jacek Sutryk od dawna zmaga się z niepokojami społecznymi. Dwie poprzednie próby organizacji referendum zakończyły się fiaskiem z powodu braku wymaganej liczby podpisów. Dziś jednak sytuacja wygląda inaczej. Prokuratorskie zarzuty dotyczące afery w Collegium Humanum mocno obciążają wizerunek prezydenta. Piotr Uhle, radny i prezes stowarzyszenia SOS Wrocław, przyznaje, że po sukcesie w Krakowie środowiska opozycyjne intensywnie badają grunt pod kolejną inicjatywą.

Częstochowa i Radom. Tu panuje gorąca atmosfera

W Częstochowie sytuacja jest wręcz dramatyczna. Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk usłyszał zarzuty korupcyjne i otrzymał zakaz wstępu do Urzędu Miasta. Radni PiS, wykorzystując słabość władzy, forsują uchwały referendalne, apelując do koalicjantów z Lewicy o współpracę.

W Radomiu proces ten jest już bardziej zaawansowany. Komitet referendalny, w skład którego weszli lokalni społecznicy i przedstawiciele organizacji prawicowych, rozpoczął już zbiórkę podpisów pod wnioskiem o odwołanie Radosława Witkowskiego. Opozycja zarzuca prezydentowi zadłużenie miasta i wyludnienie, natomiast przedstawiciele KO mówią o "pisowskiej szarańczy", próbującej przejąć kontrolę nad samorządem.

Kielce i Rzeszów. Pat decyzyjny i spory

W Kielcach sytuacja Agaty Wojdy przypomina chodzenie po linie. Brak stabilnej większości w 25-osobowej radzie miasta paraliżuje decyzje inwestycyjne. Każda sesja absolutoryjna jest okazją do politycznego ataku. Podobny klimat panuje w Rzeszowie, gdzie prezydent Konrad Fijołek musi mierzyć się z dwoma niezależnymi wnioskami o referendum – jeden przygotowało lokalne ugrupowanie Razem dla Rzeszowa, a drugi Prawo i Sprawiedliwość. Prezydent Fijołek odpiera zarzuty, argumentując, że realizuje największy w historii miasta program inwestycji, a ataki opozycji mają wyłącznie podłoże polityczne.

Odwołanie prezydenta. Jak to działa?

Aby skutecznie odwołać prezydenta, inicjatorzy muszą przejść przez gęste sito przepisów:

  • Zbiórka podpisów: Potrzeba poparcia 10 proc. uprawnionych mieszkańców (chyba że sprawę przegłosuje rada miasta).
  • Frekwencja: W referendum musi wziąć udział co najmniej 3/5 liczby wyborców, którzy brali udział w wyborach, w których wybrano danego prezydenta.
  • Głosowanie: Większość biorących udział w referendum musi opowiedzieć się za odwołaniem włodarza.

Te rygorystyczne wymogi sprawiają, że samo niezadowolenie mieszkańców często nie wystarcza do usunięcia prezydenta z urzędu. Kluczem pozostaje mobilizacja.

Co dalej ze Śląskiem i Gliwicami?

Niepokojące sygnały płyną również z miast śląskich. Delegatury wyborcze analizują wnioski dotyczące Będzina i Chorzowa. Przypadek Bytomia, gdzie odrzucono tysiące podpisów z powodu błędów formalnych (w tym wpisania osób zmarłych na listach poparcia), pokazuje, jak trudne logistycznie jest to zadanie. Z kolei w Gliwicach sytuacja Katarzyny Kuczyńskiej-Budki stała się niepewna po tym, jak Regionalna Izba Obrachunkowa pozytywnie zaopiniowała wniosek o nieudzielenie jej absolutorium.

Najbliższe miesiące będą dla polskich miast czasem wielkiej próby. Wynik krakowskiego referendum rozbudził ambicje polityczne opozycji i zintegrował lokalne ruchy niezadowolonych mieszkańców. Jeśli kolejne rady miast nie znajdą kompromisu z włodarzami, Polska może stać się areną wielu lokalnych batalii referendalnych. Czy jednak wyborcy będą chcieli tak często udawać się do urn? Tego dowiemy się już w czerwcu, podczas sesji absolutoryjnych, które będą testem siły dla wielu prezydentów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj