Niedzielne głosowanie w Krakowie zakończyło się sukcesem inicjatorów odwołania prezydenta z Koalicji Obywatelskiej. Ponad 176 tysięcy mieszkańców wzięło udział w referendum, przekraczając wymagany próg frekwencyjny. Obecnie miastem zarządza komisarz Stanisław Kracik, a mieszkańcy szykują się do przedterminowych wyborów. Choć krakowska inicjatywa formalnie nie miała partyjnego szyldu, politycy Prawa i Sprawiedliwości już teraz widzą w niej gotowy przepis na osłabienie wpływów KO w dużych aglomeracjach.
PiS szuka "słabych ogniw"
Politycy PiS otwarcie przyznają, że rozglądają się za miastami, w których prezydenci kojarzeni z obecną koalicją rządzącą mają realne problemy. Choć marzeniem opozycji pozostaje odwołanie Rafała Trzaskowskiego w Warszawie, realia polityczne i wysoka frekwencja wyborcza czynią to zadanie niemal niemożliwym. Skupiają się zatem na ośrodkach, w których "matematyka referendalna" daje większe szanse na sukces.
Wrocław: Czy stowarzyszenie SOS Wrocław podejmie rękawicę?
We Wrocławiu Jacek Sutryk od dawna zmaga się z niepokojami społecznymi. Dwie poprzednie próby organizacji referendum zakończyły się fiaskiem z powodu braku wymaganej liczby podpisów. Dziś jednak sytuacja wygląda inaczej. Prokuratorskie zarzuty dotyczące afery w Collegium Humanum mocno obciążają wizerunek prezydenta. Piotr Uhle, radny i prezes stowarzyszenia SOS Wrocław, przyznaje, że po sukcesie w Krakowie środowiska opozycyjne intensywnie badają grunt pod kolejną inicjatywą.
Częstochowa i Radom. Tu panuje gorąca atmosfera
W Częstochowie sytuacja jest wręcz dramatyczna. Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk usłyszał zarzuty korupcyjne i otrzymał zakaz wstępu do Urzędu Miasta. Radni PiS, wykorzystując słabość władzy, forsują uchwały referendalne, apelując do koalicjantów z Lewicy o współpracę.
W Radomiu proces ten jest już bardziej zaawansowany. Komitet referendalny, w skład którego weszli lokalni społecznicy i przedstawiciele organizacji prawicowych, rozpoczął już zbiórkę podpisów pod wnioskiem o odwołanie Radosława Witkowskiego. Opozycja zarzuca prezydentowi zadłużenie miasta i wyludnienie, natomiast przedstawiciele KO mówią o "pisowskiej szarańczy", próbującej przejąć kontrolę nad samorządem.
Kielce i Rzeszów. Pat decyzyjny i spory
W Kielcach sytuacja Agaty Wojdy przypomina chodzenie po linie. Brak stabilnej większości w 25-osobowej radzie miasta paraliżuje decyzje inwestycyjne. Każda sesja absolutoryjna jest okazją do politycznego ataku. Podobny klimat panuje w Rzeszowie, gdzie prezydent Konrad Fijołek musi mierzyć się z dwoma niezależnymi wnioskami o referendum – jeden przygotowało lokalne ugrupowanie Razem dla Rzeszowa, a drugi Prawo i Sprawiedliwość. Prezydent Fijołek odpiera zarzuty, argumentując, że realizuje największy w historii miasta program inwestycji, a ataki opozycji mają wyłącznie podłoże polityczne.
Odwołanie prezydenta. Jak to działa?
Aby skutecznie odwołać prezydenta, inicjatorzy muszą przejść przez gęste sito przepisów:
- Zbiórka podpisów: Potrzeba poparcia 10 proc. uprawnionych mieszkańców (chyba że sprawę przegłosuje rada miasta).
- Frekwencja: W referendum musi wziąć udział co najmniej 3/5 liczby wyborców, którzy brali udział w wyborach, w których wybrano danego prezydenta.
- Głosowanie: Większość biorących udział w referendum musi opowiedzieć się za odwołaniem włodarza.
Te rygorystyczne wymogi sprawiają, że samo niezadowolenie mieszkańców często nie wystarcza do usunięcia prezydenta z urzędu. Kluczem pozostaje mobilizacja.
Co dalej ze Śląskiem i Gliwicami?
Niepokojące sygnały płyną również z miast śląskich. Delegatury wyborcze analizują wnioski dotyczące Będzina i Chorzowa. Przypadek Bytomia, gdzie odrzucono tysiące podpisów z powodu błędów formalnych (w tym wpisania osób zmarłych na listach poparcia), pokazuje, jak trudne logistycznie jest to zadanie. Z kolei w Gliwicach sytuacja Katarzyny Kuczyńskiej-Budki stała się niepewna po tym, jak Regionalna Izba Obrachunkowa pozytywnie zaopiniowała wniosek o nieudzielenie jej absolutorium.
Najbliższe miesiące będą dla polskich miast czasem wielkiej próby. Wynik krakowskiego referendum rozbudził ambicje polityczne opozycji i zintegrował lokalne ruchy niezadowolonych mieszkańców. Jeśli kolejne rady miast nie znajdą kompromisu z włodarzami, Polska może stać się areną wielu lokalnych batalii referendalnych. Czy jednak wyborcy będą chcieli tak często udawać się do urn? Tego dowiemy się już w czerwcu, podczas sesji absolutoryjnych, które będą testem siły dla wielu prezydentów.