Szokujący wpis na temat niepełnosprawnych olimpijczyków Janusz Korwin-Mikke opublikował w portalu Nowy Ekran. - Każdy ma prawo uprawiać dowolne ćwiczenie fizyczne i urządzać dowolne zawody. Można się tylko cieszyć, że inwalidzi też organizują zawody. Ze sportem nie ma to jednak wiele wspólnego. Równie dobrze można by organizować zawody w szachy dla debili, lub turnieje brydżowe dla ludzi z zespołem Downa – pisze polityk.

Cały swój wywód Korwin-Mikke sprowadza do stwierdzenia, że igrzyska paraolimpijskie to w gruncie rzeczy nie jest sport, ale wręcz zaprzeczenie jego idei. Dlaczego? Jego zdaniem igrzyska paraolimpijskie nie kierują się podstawową zasadą sportu, czyli: wygrywa ten, kto osiągnie najlepszy wynik. 

W sporcie zawodnicy walczą jako jedna kategoria: pełnosprawni. Natomiast niepełnosprawni nie stanowią jednej kategorii. Każde kalectwo jest inne. By temu zaradzić ustala się skomplikowane „przeliczniki”. Podobnie jak na rajdach samochodowych – tylko tam jest to obiektywne (pojemność silnika mierzy się w centymetrach) - argumentuje Korwin-Mikke. Zamiast wyniku decyduje - zdaniem Korwina - przelicznik.

W felietonie pada więcej kuriozalnych opinii. Korwin-Mikke wychwala decyzję TVP, która nie relacjonuje paraolimpiady na żywo. - Nie chodzi o estetykę: w społeczeństwie obowiązuje zasada: „Z kim przestajesz, takim się stajesz”, więc i oglądanie – godnych podziwu skądinąd - wysiłków para-sportowców może przynieść - przejściowe, na szczęście - zaburzenia w motoryce!). Jeśli chcemy, by ludzkość się rozwijała, w telewizji powinniśmy oglądać ludzi zdrowych, pięknych, silnych, uczciwych, mądrych - a nie zboczeńców, morderców, słabeuszy, nieudaczników, kiepskich, idiotów - i inwalidów, niestety.

Przy okazji Korwin-Mikke zauważa, że w klasyfikacji medalowej paraolimpiady nie ma prawie w ogóle państw afrykańskich. Tam zaraza nie dotarła. Ale to oznacza, że Murzyni niedługo podbiją świat. I wyrżną nas. Zaczynając od niepełnosprawnych - czytamy w jego tekście.