Zaraz, samorządowców? Rozumiem, górnicy, pielęgniarki, związkowcy, zwolennicy Radia Maryja albo przeciwnicy, ale burmistrzowie? Wójtowie? Prezydenci? Przecież oni nie są od tego, by ganiać po ulicach, ale by w ciszy gabinetów szukać rozwiązań i przerzucać się pomysłami.

Co ich tam wygnało?

Coś, przez co padł niejeden rząd, a niejeden menedżer i prezes po latach szefowania stracił stanowisko – pycha. Ułomność przynależna tym, co zbyt długo są na górze.

Mechanizm jest znany: oto polityk po wielkim sukcesie wyborczym ogłasza ambitny program zmian. Życie ten program szybko weryfikuje, ale wyborcy przyjmują to ze zrozumieniem, bo widzą, że sytuacja się zmieniła, w dodatku są przekonani, że władza chce dobrze, że ich rozumie. Tak są zadowoleni z rządów, że wiele wybaczają i wybierają na następna kadencję. Niestety, pasmo niekończących się sukcesów przewraca politykowi w głowie. Zaczyna wierzyć we własną nieomylność. Już nie rozmawia, nie przekonuje, ale oznajmia. Mówię, że jest tak a tak, więc jest, prawda? Do tej pory było. Wyborcy, wyczuleni na wszelkie objawy arogancji, zaczynają politykowi przyglądać się uważniej. I tu zaczyna się rozjazd.

Sytuacja taka nie dotyczy tylko jednostek, ale i partii. Przez pychę straciły władzę AWS i SLD, przez pychę Jarosław Kaczyński ma nikłe szanse na powrót do władzy. Z tego też powodu samorządowcy muszą wychodzić na ulice Warszawy i wyręczać rząd w pracy (czytaj: rozwiązywać problemy).

Bo o kłopotach wiadomo od dawna: gminy i powiaty dostają coraz więcej zadań i coraz mniej pieniędzy. Rząd twierdzi, że jego kasa co prawda nie świeci pustkami, ale ma inne, długoterminowe cele (zmniejszenie deficytu). Sytuacja niby częsta, bo takie rozbieżności celów są naturalne, problem w tym, że ze strony rządu nie ma żadnej woli już nawet nie kompromisu, ale rozmów. Zresztą, nie tylko z nimi. Z przedsiębiorcami, ze związkowcami, nawet z własnymi posłami rząd już nie dyskutuje, tylko wskazuje, jakie guziki i kiedy mają nacisnąć.

Powtórne zwycięstwo w wyborach, zamiast dodać PO skrzydeł, pozbawiło ją tego, co było jej siłą: empatii. Teraz, by zejść z tej równi pochyłej, potrzeba jej samorefleksji. Ale to już zdolność wielkich.