Rok 2013 przyniesie koniec strachu przed euroapokalipsą – wieszczy Horx. Dyżurny niemiecki trendolog uważa po prostu, że żaden, nawet najbardziej dojmujący strach nie trzyma ludzi dłużej niż dwa – trzy lata. Siłą rzeczy opatrzy się, oswoi i musi zastąpić go coś innego. Dużo bardziej możliwy jest za to scenariusz odwrotny: załóżmy, że prowadzone od kilku lat wysiłki ratowania i reformowania strefy euro zaczną wreszcie przynosić jakieś pozytywne skutki. Nie musi to być wielki przełom. Wystarczy odrobinę dobrych wieści. Wówczas na zasadzie odreagowania możliwe jest uderzenie euroeuforii. Chwili triumfu tych wszystkich, którzy w Europę wierzą, ale ich wiara została w ostatnim czasie wystawiona na ciężką próbę.

Nie znaczy to rzecz jasna, że tak strachliwy naród jak Niemcy nie będzie miał się czym martwić w nadchodzących 12 miesiącach. Zdaniem Horxa wizję euroapokalipsy płynnie zastąpi strach przed zbiednieniem. Martwić się będą wszyscy. Bogaci – tym, że rząd (niezależnie od wyniku wyborów do Bundestagu) podniesie im podatki. Klasa średnia – utratą stabilnej pracy i nieuchronną relegacją do klasy niższej, zasileniem szeregów pracującej biedoty. A biedni tym, że wzrośnie inflacja i sprawi, że będzie ich stać na jeszcze mniej. Te strachy nie są oczywiście bezpodstawne. Bo od lat 80. realne dochody górnej i dolnej części niemieckiego społeczeństwa faktycznie się rozjeżdżają.

Co jeszcze przewiduje Horx? Choćby to, że Niemców będzie w 2013 roku bardzo mocno zajmował temat parytetu dla kobiet. W biznesie, polityce i w ogóle szeroko rozumianym życiu publicznym. Presja na odpowiednie regulacje prawne będzie coraz większa. Horx przewiduje tu nawet w roku wyborczym parytetową kulminację. Te dyskusje mogą promieniować również na Polskę. Choć ta ostatnia przepowiednia nie pochodzi od Mistrza Horxa.

Rok 2013 ma być również początkiem częściowej reindustrializacji Niemiec. Logika jest prosta: rosnące pensje i poziom życia w krajach rozwijających się takich jak Chiny, Indie czy Brazylia będzie skutkował presją na wzrost cen surowców. To z kolei przełoży się na droższy transport i logistkę. Tym samym cała globalizacyjna rewolucja polegająca na przerzucaniu produkcji do tańszego Trzeciego Świata przestanie się opłacać. Bynajmniej nie z powodu kosztów produkcji, lecz właśnie transportu.

Czy Horx miał rację, nie dowiemy się oczywiście nigdy. Trendologia ma to do siebie, że jest nauką bardzo bezpieczną. Nawet jeśli przepowiednie się nie sprawdzą, trendolodzy tacy jak Horx zawsze mogą odpowiedzieć: jeszcze nie, ale poczekajmy do 2014 roku.