Sankcje ekonomiczne dla ukraińskich władz i oligarchów nie będą skuteczne
Ewentualne sankcje ekonomiczne dla ukraińskich władz i oligarchów nie będą skuteczne - ocenia prawnik, doktor Andrij Kosyło z Uniwersytetu Warszawskiego. Dziś unijni ministrowie mają zdecydować o nałożeniu sankcji na osoby odpowiedzialne za użycie siły wobec protestujących na kijowskim Majdanie.
Zdaniem doktora Andrija Kosyło, który zajmuje się obsługą prawną gospodarczych kontaktów polsko-ukraińskich, Unia nie będzie w stanie na przykład zablokować kont ukraińskich oligarchów, którzy wspierają tamtejsze władze. Jak tłumaczy, ukraińscy przedsiębiorcy opracowali różne schematy ukrywania kapitału przed konkurencją i wrogimi siłami politycznymi. W efekcie właścicielami firm ukraińskich w Unii w większości są spółki cypryjskie i tym samym nie ma możliwości ustalenia, kto tak na prawdę jest właścicielem. Tym samym - uważa prawnik - groźby Unii Europejskiej dotyczące wprowadzenia sankcji mają znikome znaczenie.
Zdaniem doktora Kosyło, sankcje ekonomiczne nie dotkną również przedstawicieli władz Ukrainy, ponieważ te osoby działają podobnie jak oligarchowie. Ukraińskie media ujawniały - przypomina ekspert - że często urzędnicy czy politycy zakładali spółki "w raju podatkowym", na których konta wpływały gigantyczne pieniądze od innych spółek. To oznacza, że system prawny Ukrainy w ogóle nie kontroluje tych działań.
Na wprowadzeniu sankcji wobec Ukrainy ucierpią polskie firmy
Na wprowadzeniu sankcji wobec Ukrainy ucierpią polskie firmy. Tak uważa Andrzej Sadowski z Centrum imienia Adama Smitha.
Sadowski ocenia, że takie formy nacisku na ukraińskich polityków to puste gesty, które wynikają z nieskuteczności dotychczasowej polityki wobec naszego wschodniego sąsiada. Ekspert jest zdania, że Polska nie powinna w sprawie Ukrainy wychodzić przed szereg, w trosce o interesy naszych przedsiębiorców. Mówi, że jeśli polscy politycy pierwsi zainicjują antyukraińskie kroki, znacznie pogorszy to sytuację firm obecnych na Ukrainie.
Ekspert uważa, że oligarchowie ukraińscy nie przejmą się ewentualnym zakazem wjazdu na teren Unii Europejskiej, bo wciąż będą mieli swobodny wstęp do wielu państw na świecie.
Ukraina jest rozrywana między Wschodem a Zachodem
W najgorszych snach bym nie przypuszczał, że rozszerzanie Unii Europejskiej na Wschód zakończy się przelewem krwi. Czysty nonsens. Można powiedzieć, że fatalna procedura dojścia Ukrainy do Unii Europejskiej topi się dzisiaj we krwi na Majdanie - mówi w rozmowie z portalem Money.pl Stanisław Ciosek, dyplomata, były polski ambasador w ZSRR, Rosji i na Ukrainie.
Polski dyplomata uważa, że Ukraina jest rozrywana między Wschodem a Zachodem. Ale Zachód nie ma sensownej propozycji dla wschodniej części Europy. - - tłumaczy w Money.pl Ciosek. -
Były ambasador przypomina, że gospodarczo Rosja jest dla Ukrainy ważniejsza niż Unia Europejska. - - wytyka Stanisław Ciosek.
Sankcje nie powinny dotykać samego Wiktora Janukowycza
Na Ukrainie trzeba zastosować instrumenty zarządzania kryzysowego. Takie rozwiązania postuluje wiceszef Europejskiej Partii Ludowej, europoseł PO Jacek Sarusz-Wolski. W Krakowie trwa spotkanie zarządu EPP. W większości poświęcone jest zaostrzającemu się konfliktowi w Kijowie.
Saryusz-Wolski proponuje między innymi posłanie na Ukrainę
misji obserwacyjnej Unii Europejskiej, jak wysłano na granicę pomiędzy
Gruzją, Osetią a Abchazją. Chodzi o to - wyjaśnia - by doprowadzić do
zaprzestania przemocy, bo można było rozpocząć działania polityczne.
W
ocenie polityka, należałoby też ograniczyć negatywną rolę Rosji, jaką
ten kraj odgrywa w ukraińskim konflikcie. W tym kontekście wymienił
między innymi wspólne z USA wywieranie dyplomatycznej presji na Moskwę.
Sankcje, które Unia Europejska może zastosować, to między innymi zakaz wjazdu na jej teren ludzi z bliskiego otoczenia prezydenta Ukrainy. Jak wyjaśnia Saryusz-Wolski, chodzi głównie o odpowiedzialnych za rozlew krwi w Kijowie. Jego zdaniem, sankcje nie powinny dotykać samego Wiktora Janukowycza, by pozostawić pole do dialogu.