Mateusz Kijowski miał być w czwartkowy wieczór gościem TVP, ale się w studiu nie pojawił. KOD wyjaśnia, że stało się tak z "powodów prywatnych i spraw rodzinnych". Kijowskiego miał zastąpić Jarosław Marciniak z KOD-u. Ale na to nie zgodziła się z kolei telewizja. W studiu TVP pojawił się ostatecznie tylko Kowalski, który marsz KOD-u określił, jako "kwik z powodu utraconego koryta".
Obie strony przerzucają się teraz oskarżeniami.
piszą w oświadczeniu przedstawiciele KOD-u. Z ich relacji wynika, że początkowo zapraszano przedstawiciela komitetu, jako jedynego gościa programu.
- relacjonują przedstawiciele KOD. Twierdzą, że zaprotestowali przeciwko łamaniu wcześniejszych ustaleń, ale zgodzili się jednak na udział w programie swego przedstawiciela i na rozmowę w towarzystwie drugiego gościa, którym ostatecznie okazał się Marian Kowalski.
-- tłumaczy KOD.
- komentował sprawę na Twitterze Kijowski. Prawicowi publicyści zarzucali mu z kolei, że przestraszył się konfrontacji z narodowcem.
TVPis manipuluje i oszukuje. Co robić? Na pewno nie warto tam chodzić. Ani oglądać. Większość Polaków już to wie.https://t.co/dXfixDVlAb
— Mateusz Kijowski (@mkijowski) 5 maja 2016
Aferę skomentowało dziś szefostwo Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, która nadzoruje m.in. TVP Info oraz "Wiadomości". W oświadczeniu TAI przekonuje, że do programu "Dziś Wieczorem" zapraszane są zawsze konkretne osoby, a nie dowolni przedstawiciele partii, stowarzyszeń czy redakcji.
Kijowski - wedle relacji TVP - przyjął zaproszenie do programu i wyraził zgodę na występ przed kamerami TVP z udziałem drugiego gościa - Mariana Kowalskiego. Ale na godzinę przed startem zmienił zdanie.
- - pisze TAI w oświadczeniu.
Na koniec TVP odnosi się także do wpisu na Twitterze Kijowskiego. -
Kijowski ma być gościem Marcina Celińskiego w programie "Cztery strony".