Kto nimi zarządza?

Jakub Wygnański: Nauczycielami? Nikt. Zwykle takie ruchy, jak ten związany ze strajkiem nauczycieli, są trudne do ogarnięcia i najczęściej też działają bez jednego konkretnego lidera.

Politycy próbują zagospodarowywać ten strajk.

Wiele grup, wielu ludzi się zastanawia, jak przerobić coś, co jest kulą gniewu, w coś zdolnego do wyrażania nie tylko sprzeciwu, ale też sformułowania konkretnych postulatów. I my, ludzie z organizacji społecznych, również to robimy. Tego rodzaju poszukiwania prowadzone są zresztą od dawna i nie tylko w Polsce. Ważne, żeby gniew nie unieważniał demokracji przedstawicielskiej, ale ją wzbogacał. Ludzie coraz częściej nie czują się reprezentowani przez polityków, nie czują, że ktoś działa w ich sprawie, że robi coś w ich imieniu i dla nich. I to się pogłębia. Jest coraz więcej takich, którzy chcą wziąć sprawy we własne ręce.

Idealny obywatel...

To ktoś taki jak my, każdy. Tylko ma więcej czasu. Interesuje go otaczający świat, chce mieć wpływ na decyzje, ma wytrwałość w wyrabianiu sobie własnego poglądu. Jeszcze przed strajkiem wspólnie z nauczycielami, ale też wieloma innymi środowiskami, ruszyliśmy z Naradami Obywatelskimi o Edukacji, spotkaniami nauczycieli z rodzicami i uczniami. Wiem o 70 takich naradach, które albo już się odbyły, albo się odbędą w najbliższych dniach.

70 narad to mało.

Też myślałem, że będzie ich trochę więcej, ale i tak warto docenić te, które się odbyły. Demokracja, jeśli zarządza się w niej głównie emocjami, mówi się ludziom to, co chcieliby usłyszeć, ma tendencję samobójczą. Aby tego uniknąć, potrzebny jest wysiłek po stronie obywateli. On polega między innymi na tym, że znajdziemy czas na rozmowę, wyrabianie własnego poglądu, słuchanie innych. W tym można się ćwiczyć. Organizujemy narady, bo wierzymy, że jest możliwe, aby ludzie wspólnie dyskutowali o ważnych dla społeczeństwa sprawach. Pięć stolików, pięć tematów, ludzie przechodzą od stolika do stolika i rozmawiają. Zmieniają się co 20 minut. Dla wielu osób jest to doświadczenie transformacyjne, szukanie rozwiązań, a nie kłótnia. Narada trwa dwie i pół godziny. Mam nadzieję, że tych narad będzie więcej. Napisaliśmy dokładny skrypt tych rozmów. Prosty. W rodzaju – weź dużą kartkę, przedziel ją na pół i kiedy zastanawiacie się nad pytaniem, jaką funkcję ma pełnić szkoła w społeczności lokalnej, to z jednej strony zapisujesz, jak jest teraz, a z drugiej jak byście chcieli, żeby było. Do tego spis 20 postulatów, które ma środowisko nauczycielskie. I teraz badamy, który z nich jest najpopularniejszy i najważniejszy.

Kasa.

Kasa też. Ale tu naprawdę chodzi o godność. Przecież w 1980 r. pierwsze postulaty Solidarności też dotyczyły kiełbasy i kalorii. I nagle się okazało, że chodzi o godność. Jeśli liczyć, że tylko połowa nauczycieli znalazła się w tym zawodzie z poczucia misji, to i tak jest to aż 350 tys. ludzi, którym chodzi o lepszą szkołę, lepszą edukację, system i godne traktowanie nie tylko ich samych, lecz także uczniów. Sama rewolucja godnościowa Solidarności nie polegała na tym, że mówiono: „Wy nie będziecie kłamać”, tylko na tym, że każdy sobie powiedział: „Nie chcę żyć w kłamstwie”. W nauczycielach też to się budzi. I w młodych ludziach, w uczniach.

Wyjdą na ulicę?

To byłaby dobra pointa do tego, co się dzieje. Młodzież już wyszła na ulicę w sprawach ekologicznych. Zastanawiam, czy w Polsce pojawi się ktoś nowy, za kim pójdą młodzi, kto powie ich językiem, że muszą się domagać innej szkoły, innego świata dla siebie. Już wiadomo, że to nie nauczyciele mają najgorzej, tylko właśnie dzieci i młodzież, uczniowie. To oni zmagają się z reformą edukacji, to oni ciężko pracują, żeby sprostać stawianym przed nimi wyzwaniom. System, państwo polskie proponuje im edukację, która w dużej mierze jest bezwartościowa. Już wiadomo, że oni swój świat muszą meblować inaczej.

Pana dzieci są w szkole publicznej?

Nie, w społecznej. Zdaję sobie sprawę, że się poddałem i teraz próbuję w pewnym sensie odkupić swoje winy, angażować się w to, by szkoła była lepsza. W 1989 r. wielu nauczycieli wierzyło w to, że szkoły urządzimy na nowo. Szybko zrozumieli, że nie są w stanie zreformować szkół publicznych, więc założyli społeczne, które oczywiście też są podporządkowane podstawie programowej. Prawdziwy bunt to bunt tych nabitych w polską edukację, bunt nie tylko dzieci, ale i nauczycieli, i rodziców.