O odebranie wyróżnienia poprosił, po polsku, noblistkę Per Waesterberg z Akademii Szwedzkiej, który wcześniej wygłosił laudację na jej cześć. Jak podkreślił, polska literatura "błyszczy w Europie - ma w swoim dorobku już kilka Nagród Nobla, a teraz przyszła pora na kolejną, tym razem dla pisarki o światowej renomie i niezwykle rozległym wachlarzu zainteresowań, łączącej w swej twórczości elementy poezji i humoru".
- mówił w laudacji Waesterberg.
Jego zdaniem twórczość Tokarczuk cechuje "połączenie twardej rzeczywistości z ulotną nierealnością, wnikliwa obserwacja i zafascynowanie mitologią". Cechy te "czynią z niej jednego z najbardziej oryginalnych prozaików naszych czasów, postrzegających rzeczywistość na nowe sposoby".
- wyjaśnił Waesterberg. - podkreślił.
- ocenił Waesterberg.
"Księgi Jakubowe" laudator nazwał "największym dziełem" pisarki. Dodał, że "z podtekstu utworu przebija się żydowskie pochodzenie Tokarczuk oraz jej nadzieja na Europę bez granic". - podsumował Per Waesterberg, gratulując Tokarczuk w imieniu Akademii Szwedzkiej.
Słowa o "kolonializmie i antysemityzmie" nie przeszły bez echa. Wystąpienie Waesterberga skomentował na Twitterze m.in. Arkadiusz Mularczyk z Solidarnej Polski.
Szkoda, że przedstawiciel Akademii Szwedzkiej Per Waesterberg wspominając w laudacji dla @tokarczuk_olga o polskiej „historii kolonializmu i antysemityzmu” nie wykorzystał szansy, aby przeprosić za „potop szwedzki”.
— Arkadiusz Mularczyk (@arekmularczyk) December 11, 2019