Uparł się, nie chciał, nie wiadomo dlaczego – tak ważny polityk PiS skwitował efekty namawiania prezydenta Andrzeja Dudy do osobistego zabrania głosu po ataku Putina na Polskę.
– precyzuje jeden ze współpracowników głowy państwa. Tłumaczy, że prezydent nie lubi nagłych zmian w poczynionych wcześniej planach. Co więcej, Duda poczuł się nagabywany przez opozycję, a wręcz dotknięty obcesowym wzywaniem go do tablicy przez Małgorzatę Kidawę-Błońską.
Bez gryzienia trawy
I w tym przypadku merytorycznie miał rację. Zupełnie wystarczyło stanowisko premiera Morawieckiego. Więcej nawet: żądanie, aby głos koniecznie zabrał prezydent, dowartościowywało Putina. Opozycja wytworzyła psychozę nieobecnej głowy państwa po to, aby poczuć grunt pod nogami w kampanii, aby wreszcie ją zacząć, aby znaleźć temat.