Ostatnie 17 lat pokazuje, że zmiana rządu równa się zmianie w telewizji publicznej, dlatego zmiana nastąpi - prędzej lub później. Urbański jest politykiem, do
tego blisko związanym zarówno z prezydentem Lechem Kaczyńskim, jak i liderem opozycji Jarosławem Kaczyńskim. Niemniej jednak dobrze się zna ze środowiskiem kultury i biznesu. Mógłby zrobić
wiele pozytywnych rzeczy w telewizji, choćby zacząć restrukturyzację tej od lat źle zarządzanej organizacyjnie i finansowo firmy.
Te kroki są pożyteczne, ale spóźnione... Mogły nastąpić teraz, bo niezależność Urbańskiego jest obecnie większa niż była za rządów Kaczyńskiego. Dzisiaj Andrzej Urbański jest
złotem dla PiS, nawet jeśli wcześniej tym złotem nie był. Tę zmianę trzeba dostrzec.
Wtedy Andrzej Urbański musiał dbać o dobre relacje z PiS, teraz jest gwarantem, bo jest oczywiste, że każdy następny prezes będzie zdecydowanie mniej związany z Lechem i Jarosławem
Kaczyńskimi.
Jestem o tym przekonany. Przecież za programy informacyjne odpowiadają nadal te same osoby, które zostały sprowadzone przez PiS. Urbański utrzyma je na stanowisku. Nie śledzę zmian
personalnych, ale gołym okiem widać, że wiele osób nie nadaje się do pracy w telewizji, nie trzeba być mistrzem, żeby to dostrzec.
Każdy może mieć wrażenie, że po nim potop, że on jest doskonały i świetny, a inni nie. Taka obrona może nawet zyskać jakieś społeczne zrozumienie, ale nie jest prawdziwa.
(cisza)... Życzę tego rządowi Donalda Tuska.
Mam nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami Tusk przeprowadzi reformę telewizji publicznej po to, by była ona właśnie publiczna.
O radiu i telewizji akurat nie. Ale jakie będą media publiczne, zależy nie tylko od polityków, także od dziennikarzy. To jest naprawdę sprzężenie zwrotne. Świat dziennikarski jest podobny do
politycznego - media publiczne są niezależne na tyle, na ile my sami jesteśmy niezależni, na ile mamy w sobie wolności.