JUSTYNA PRUS: Wczorajsza wypowiedź Konstantina Kosaczowa, odpowiedzialnego w Dumie za sprawy zagraniczne, że amerykański system obrony przeciwrakietowej w Polsce może się stać celem dla rosyjskich rakiet, zabrzmiała jak groźba. Czy to koniec krótkotrwałego ocieplenia między Warszawą i Moskwą?
GLEB PAWŁOWSKI: Nie widzę w tej wypowiedzi nic nowego. To tylko przypomnienie stanowiska Rosji: dla nas elementy tarczy w Europie są nie do przyjęcia. W tej sprawie nic się nie zmieniło. To oczywiste, że jeśli te elementy w Polsce powstaną, doprowadzi to do przegrupowania i przekierowania naszych systemów obronnych. Polska stanie się bowiem potencjalnym źródłem zagrożenia. To nie znaczy bynajmniej, że wypowiadamy Polsce wojnę atomową.
Ale przecież minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow zapewniał niedawno, że Rosja nie ma prawa weta w sprawie tarczy.
Jeśli w Polsce powstaną elementy tarczy antyrakietowej, Rosja będzie musiała skorygować swój system obronny. I tyle. Polacy zachowują się dwulicowo, udając, że problem nie istnieje. Nie można mówić o budowie systemu i pomijać milczeniem jego konsekwencje. Polska zdaje się liczyć, że tego systemu nigdy nie trzeba będzie uruchomić. A przecież już sama możliwość jego uruchomienia stwarza zagrożenie i o tym skrajnym ryzyku powinno się rozmawiać. Kosaczow po prostu o tym przypomniał.
A może to piątkowa wizyta polskiego szefa dyplomacji w USA wywołała takie rozdrażnienie Moskwy? Minister Sikorski powiedział tam, że zawarto wstępne porozumienie "co do zasad" budowy tarczy.
Zachowanie Radosława Sikorskiego w Ameryce nie było dla nas żadnym zagrożeniem. Rozumiemy taktykę pana Sikorskiego: chce zmusić Amerykę, by dobrze zapłaciła Polsce za przyjaźń. Mamy też świadomość, że pewne zmiękczenie polskiej retoryki wobec Rosji będzie przez Warszawę wykorzystane w tym targu z USA. Ale każdy myśli o swoim interesie - nasze stanowisko zarówno w sprawie tarczy, jak i innych spraw, np. członkostwa Ukrainy w NATO, nie może się zmienić.
Czy Moskwa ma pretensje, że Polska traktuje ją instrumentalnie w swoich negocjacjach z Waszyngtonem?
W dyplomacji wszyscy starają się wykorzystać innych do tego, by osiągnąć swoje cele. Kto jest w tym lepszy, ten odnosi sukcesy. Trudno mieć pretensje do innych państw, że myślą o swoich interesach. Takimi cynicznymi prawami rządzi się dyplomacja. Dlatego nie był to dla nas nieprzyjazny krok, choć oczywiście nie jest to coś, co nam się podoba. To kontynuacja błędnej z punktu widzenia Moskwy polityki poprzedniego polskiego rządu w sprawach bezpieczeństwa w Europie Wschodniej. My ze swojej strony będziemy przekonywać Polaków, by wzięli pod uwagę nasze zastrzeżenia i nasze spojrzenie na tę kwestię. Sądzę, że Moskwa doskonale zdaje sobie sprawę, że powinna zachować się tak samo w stosunku do Warszawy.
A więc trzeba zapomnieć o normalizacji stosunków między naszymi krajami?
Wcale nie. To, co powiedziałem wcześniej, nie oznacza, że nie dążymy do poprawy na linii Moskwa - Warszawa. To ważne zadanie, ale nie ważniejsze od naszego bezpieczeństwa. Chcemy jak najlepszych relacji z Polską. W tym celu będziemy dyskutować ze stanowiskiem Polski i starać się, by dokonała jego korekty. To wszystko. Bo co więcej możemy zrobić? Z całą pewnością konfrontacja nie jest sposobem na wzajemną politykę między sąsiadami. Ma pani rację, zachowanie Sikorskiego wprowadziło pewne ochłodzenie, ale nie jest to dla nas żadne zaskoczenie.
W Polsce ścierają się dwie wizje polityki zagranicznej. Pałac Prezydencki krytykuje rząd Tuska za zbyt dużą miękkość wobec Moskwy. Czy to rozdwojenie nie jest dla Moskwy pewnym ułatwieniem w rozmowach z Warszawą?
Nie planujemy stać się graczami na wewnętrznej scenie politycznej Polski. Warszawa powinna sama określić, kto jest odpowiedzialny za kształtowanie polityki zagranicznej. Nie ukrywamy jednak, że ośrodek prezydencki jako ten, który kontynuuje politykę rządu Jarosława Kaczyńskiego, oznacza dla nas ślepy zaułek, do niczego nie prowadzi, nie rozwiązuje żadnego problemu. Trudno nie przyznać, że odkąd w Polsce zmienił się rząd, nastąpiła widoczna zmiana. Linia premiera Tuska odpowiada nam o wiele bardziej niż to, co robił jego poprzednik.
Donald Tusk wybiera się w piątek do Moskwy. Dotychczas w Polsce określano tę wizytę jako przełomową. Jednak sam pan wspomniał o ochłodzeniu, które właśnie nastąpiło. Czy w obecnej sytuacji są w ogóle jakieś szanse na konkrety? Czego można oczekiwać od tego spotkania?
Ochłodzenie jest związane ze zrozumiałym balansowaniem Polski, która dążąc do poprawy stosunków z Moskwą, wysyła jednocześnie uspokajające sygnały do Waszyngtonu. Warszawa chce pozostać w oczach Amerykanów najbardziej solidnym i wiernym sojusznikiem w regionie Europy Środkowej. Nie sądzę jednak, by przeszkodziło to w rzeczowej dyskusji. Priorytetem z punktu widzenia Moskwy, i myślę, że także Warszawy, jest iść do przodu. Polska, jak sama przyznaje, nie widzi zagrożenia ze strony Iranu. Jest oczywiste, że przyłącza się do tarczy tylko dlatego, by usatysfakcjonować Amerykę. Ideologizacja jest naszym wrogiem, a można ją ograniczyć, tylko poszukując takiego modelu bezpieczeństwa w Europie, który będzie kompromisem dla wszystkich, a nie tylko wygodny dla USA.