Wspomina też minister zdrowia Ewę Kopacz, mówiąc, że przechodzi ona "prawdziwą próbę ognia”. Czy to znaczy, że o zwolnieniu właśnie tej minister premier nie myśli? (Towarzystwo, w jakim Donald Tusk wymienia jej nazwisko, może świadczyć o tym, że chce ją w rządzie pozostawić). Nie precyzuje jednak w tym wywiadzie, czy "próbę ognia” Ewa Kopacz przeszła pomyślnie czy nie.

Może warto przypomnieć, że próbę ognia zalecali stosować wobec kobiet podejrzanych o czary autorzy dzieła "Młot na czarownice”. Polegała ona na tym, że osoba zatrzymana chwytała gołą ręką rozgrzany do czerwoności żelazny pręt. Jeśli po kontakcie z rozgrzanym metalem ręka po trzech dniach dobrze się goiła, był to dowód, że oskarżona nie jest winna zarzucanych jej czynów. Źle gojące się rany wskazywały, że jest winna. Jak goją się rany zadane minister zdrowia przez strajkujących lekarzy?

Za wcześnie, by jeszcze na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Sam mam pewien kłopot z oceną dokonań pani minister. Nieprzygotowanie ustaw, lecz jedynie przedłożenie samych ich założeń - na radę ministrów poświęconą ochronie zdrowia - było kompromitujące. Potem okazało się, że gotowe ustawy to w większości dzieło jej poprzednika ministra Religi. Były też w nich zapisy, których być nie powinno. Jednak niewątpliwym sukcesem jest fakt, że ustawy reformujące, zapewne w niedoskonałym stopniu, służbę zdrowia trafiły do Sejmu. Jest też szansa, że zostaną uchwalone. Przez dwa lata choć nad reformą zdrowia pracował, nie był w stanie tego zrobić minister Religa.

Niewątpliwym sukcesem medialnym był biały szczyt. Wielogodzinne spotkanie lekarzy i pielęgniarek z minister zdrowia, premierem i szefową prezydenckiej kancelarii nie przyniosły żadnych merytorycznych rozstrzygnięć. Rząd pokazał jednak, że problemy służby zdrowia leżą mu na sercu, że ma cierpliwość, by wysłuchać żalów środowisk medycznych. Ewa Kopacz zyskała też pewną sympatię obywateli po tym, jak opublikowano nagrania z rady gabinetowej poświęconej zdrowiu. Było na nich słychać, jak prezydent ruga panią Kopacz, a Polacy nie lubią, gdy mężczyźni pokrzykują na kobiety. Na białym szczycie można zaś było porównać sobie zachowanie pani minister zdrowia i przedstawicielki prezydenta Anny Fotygi. Nie znam nikogo, kto stwierdziłby, że prezydencka minister na tym spotkaniu dobrze wypadła. Same te "sukcesy” to jednak cokolwiek za mało, by zostawić Ewę Kopacz na stanowisku ministra. Do sierpnia wszak ustawy zdrowotne zostaną uchwalone i jeśli przeżyją zapowiadane weto prezydenta, będą wprowadzane w życie. Utarł się w Polsce zwyczaj, że minister, który przeprowadził ustawy przez Sejm, potem je wdraża.

Ja uważam, że nie jest to konieczne. Jestem też zdania, że to pacjent, a nie lekarz powinien być ministrem zdrowia. Na szczęście to nie ja jestem premierem i nie ja w sierpniu zastanawiać się będę, co zrobić z Ewą Kopacz.