Dziennik Gazeta Prawana logo

Cel PO: własny prezydent i osiem lat rządów

10 czerwca 2008, 22:57
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Cel PO: własny prezydent i osiem lat rządów
Inne
Nie śnimy o następnej kadencji, chcemy ją zdobyć ciężką pracą i uzyskać dalsze poparcie wyborców. Nie sądzę, by w przyszłych wyborach ktoś chciał ponownie eksperymentować na sobie i skazać się na codziennie układanie do snu z pohukującym Kaczyńskim w telewizorze - mówi DZIENNIKOWI Rafał Grupiński, sekretarz stanu w kancelarii premiera Tuska.

: Naszym celem jest przede wszystkim unowocześnienie państwa i rozwiązanie podstawowych problemów społecznych, które nie wynikają przecież z braku koniunktury gospodarczej tylko z błędów poprzedników i słabości struktur państwa. Nie ukrywamy jednak, że dzięki naszej pracy chcemy również wygrać kolejne wybory tak, by w następnej kadencji Sejmu móc kontynuować zmiany.

Tak, z własnym prezydentem i działając przez dwie kolejne kadencje, czyli działając tak, jak działa wiele partii w państwach zachodnich, które przez ustabilizowanie sytuacji potrafią przez dwie, a nawet trzy kadencje rządzić, dzięki czemu mogą bardziej wpływać na to, jak się państwo zmienia.

Nikomu się nie udało. Wierzę, że nam się uda.

Rządzenie polega na podejmowaniu decyzji, także takich, które mogą odbierać nadmierne przywileje pewnym grupom społecznym. Dla nich każda racjonalna zmiana będzie bolesną reformą. Rządzenie to zmienianie rzeczywistości, a wielu chciałoby pozostać w dobrze sobie znanych realiach, często niekorzystnych dla innych obywateli, krępujących rozwój państwa. Tymczasem przyszłe pokolenia potrzebują nowoczesnego państwa, które stanie w szranki z najlepszymi o prymat gospodarczy, a z czasem i kulturowy w Europie. Naszym zadaniem jest działać na rzecz wzrostu zamożności Polaków i państwa, bo skoku cywilizacyjnego można dokonać tylko z poziomu realnego dobrobytu.

Prezydenta wybiera suweren, a tym jest naród, więc nie mówmy o "swoim" prezydencie. Rolę prezydenta w Polsce określa konstytucja. Chociaż obecnej prezydenturze można przypisać głównie, co mówię z przykrością, destrukcyjny charakter. Prezydent ze swoich kompetencji wykorzystuje jak dotąd tylko prawo wetowania aktów prawnych bądź odrzucania np. proponowanych nominacji. W ten sposób blokowane są ważne i potrzebne dla naszego kraju ustawy i decyzje.

Siłą PO jest siła PO. Partii spójnej wizerunkowo, z programem naprawy państwa. Wprowadzamy zmiany na lepsze. Oddajemy większą władzę samorządom, likwidujemy powszechny pobór do wojska, wycofujemy polskich żołnierzy z Iraku. Realizujemy pakiet ułatwiający życie przedsiębiorcom, przywracamy należyte miejsce Polsce na arenie międzynarodowej. Nasz program jest odpowiedzią na potrzeby społeczeństwa, które po latach funkcjonowania burzliwych koalicji, często egzotycznych, wymaga od polityków budowania nowoczesnego i przyjaznego ludziom państwa. I nasze projekty takie właśnie państwo budują. Nie śnimy o następnej kadencji, chcemy ją zdobyć ciężką pracą i uzyskać w ten sposób dalsze poparcie wyborców. Demokracja w Polsce jest coraz dojrzalsza, nie ma w niej już miejsca na 30 partii jak na początku lat 90. Nie sądzę też, by w przyszłych wyborach, ktoś chciał ponownie eksperymentować na sobie samym i skazać się na codziennie układanie do snu z pohukującym Kaczyńskim w telewizorze.

Tak, byliśmy dobrze przygotowani. Mieliśmy jasną wizję, którą teraz realizujemy. To, co zaplanowaliśmy, wykonamy w ciągu czterech lat. Niecierpliwość, okazywana zresztą bardziej przez media niż przez wyborców, jest wynikiem pewnego głodu spektakularnych wydarzeń, jakich pozbawiliśmy świat mediów. Przede wszystkim,w odróżnieniu od naszych poprzedników nie oparliśmy naszej polityki na konflikcie. Nie kłócimy się z koalicjantem, nie zaczęliśmy tworzenia rządu od awantur o stołki - jak to miało miejsce we wcześniejszych koalicjach. Nie zaczęliśmy też wypraw przeciwko różnym grupom społecznym, by zyskać poparcie innych, jak postępował swego czasu PiS. To było widowiskowym, lecz negatywnym spektaklem, który trwał całymi tygodniami. Od samego początku zajęliśmy się natomiast tym, co można zrobić, żeby poprawić sytuację w kraju. Na przykład, mamy wypracowany pogląd, jeśli chodzi o stanowienie prawa w Polsce. Uważamy, że jest ono przeregulowane, mamy nadmiar przepisów i ustaw, istnieje mnóstwo bubli prawnych. Ten gąszcz przepisów hamuje rozwój Polski, utrudnia życie obywatelom, a jednocześnie pozwala urzędnikom na pewną bezczynność. To po pierwsze. Po drugie do zmieniania rzeczywistości nie zawsze są potrzebne kolejne, nowe ustawy. Potrzebna jest determinacja i dynamiczny sposób działania.

Działamy zdecydowanie tam, gdzie jest to potrzebne, tam, gdzie państwo było dotąd słabe. W tych kwestiach proponujemy zmiany przepisów, w ten sposób podchodzimy też np. do rozładowywania strajków. Wychodzimy z nich, starając się rozwiązywać narosłe problemy, szybko i obronną ręką. Jesteśmy skuteczni, co nie znaczy, że pokazujemy pazury. Bo nie ma też powodu, żeby je pokazywać. Ale jak trzeba będzie, to użyjemy pazurów.

Nie, nie przerasta. Potrzebujemy jedynie czasu, by rozwiązać tę kwestię raz na zawsze. Musimy wszystkie aspekty prawne tak domknąć, żeby odpowiedzialność za placówki służby zdrowia spadła na ludzi, którzy nimi rzeczywiście kierują i by odpowiadali oni przed wspólnotami lokalnymi, którym owe placówki służą. Dopiero wtedy pieniądze będą racjonalniej wydawane. Niepotrzebnie tak ogromnym systemem zarządza centralnie państwo, które co parę lat z kieszeni nas wszystkich musi wysupływać kolejne niewyobrażalne kwoty na spłacanie długów placówek, które nie czują właściciela.

To niewłaściwy sposób rozumowania. Przede wszystkim rolą rządu nie jest wdrażanie własnych reform, wbrew poparciu społeczeństwa, lecz integrowanie społeczeństwa wokół nowej wizji. Platforma ma wystarczająco wysokie poparcie, by móc je zaryzykować dla dobra reform. Nie jest tak, że nie będziemy podejmować trudnych decyzji, bo przestraszymy się, że np. nie przekroczymy progu wyborczego. W ogóle nie ma takiego niebezpieczeństwa. Mamy wręcz komfort działania jeśli chodzi o poziom poparcia.

W tej chwili dwie rzeczy są finalizowane. To koszyk świadczeń gwarantowanych i decyzja o sposobie restrukturyzacji szpitalnych długów.

Ewa Kopacz jest bardzo kompetentna. Widzę, jak bardzo jest zdeterminowana i ile pracy wkłada w to, żeby tego molocha przekształcić, a zarazem, by walczyć z patologiami całego systemu. Myślę, że sobie z tym wszystkim poradzi. Płaci za to ogromną cenę. Trafiła do najbardziej zaniedbanego przez poprzednie ekipy działu społecznego. Po trosze dlatego, że Polacy szybko zapominają.

Jeśli pojawia się kwestia kart kredytowych, czyli dochodziło do nieprawidłowości przy wydawaniu pieniędzy publicznych, musimy reagować. Robimy tak, nawet jeśli to dotyczy 5 złotych. Wysokość kwoty nie ma znaczenia, nie zmienia faktu, że doszło do kradzieży. Jeśli się nie tępi tak drobnych patologii, tylko mówi o nich z lekceważeniem, że to drobiazg, to potem z podobnym lekceważeniem można traktować o wiele większe wykroczenia. My niczego nie tropimy, ani nie śledzimy, jeśli chodzi o PiS, natomiast jeśli napotykamy w swojej pracy ślady złych zachowań, mówimy o nich publicznie. Swoją drogą ciekawe jest to, że z jednej strony zarzuca się nam, że nic nie robimy, żeby rozliczyć PiS, a z drugiej strony jeśli cokolwiek pokazujemy z nieprawidłowości, jakie miały miejsce, to zarzuca się nam, że tracimy tylko czas. W tym przypadku jesteśmy między Scyllą a Charybdą.

To nie są moniaki. To 21 tysięcy złotych! Samo podejrzenie przyjęcia podobnej kwoty spowodowało dymisję wiceministra zdrowia.

Ale dopiero po tym, jak minister Julia Pitera ogłosiła, że będzie w tej sprawie raport. Wcześniej politycy PiS uznali, że jest normalne to, że przywłaszczyli sobie publiczne pieniądze dla własnych drobnych korzyści.

Te sprawy nie mają żadnego związku. To naciski dziennikarzy spowodowały, że akurat teraz Julia Pitera zdecydowała się ujawnić swój raport.

Nie chcemy się przypodobać ludziom, natomiast chcemy, żeby ludzie dobrze wiedzieli, co robimy i co zamierzamy w najbliższym czasie. Rząd, który nie komunikuje się z opinią publiczną, jest nieskuteczny. Ale nie robimy żadnych fajerwerków medialnych. Premier nie tańczył na studniówce, ani nie lepił bałwanów.

*Rafał Grupiński jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj