Dziennik Gazeta Prawana logo

Koronawirusa sprowadził do domu mój syn. Siedzi w szkole w pierwszej ławce [OPINIA]

16 października 2020, 09:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Szkoła, koronawirus
<p>Szkoła, koronawirus</p>/Agencja Gazeta
Informacja o COVID-19 w klasie wywraca do góry nogami życie wielu osób.

Dyrektor szkoły wisi na telefonie do sanepidu przez kilka godzin, zanim się dowie, co robić. Gdy dzieci znajdą się już na kwarantannie, rodzice i nauczyciele jeszcze przez kilka dni nie dostają informacji, czy mogą opuszczać dom. Więc z niego wychodzą. Kiedy zaś wynik testu okaże się pozytywny – dopiero wtedy widać, że nikt nad niczym nie panuje.

Nauczyciel za blisko

Po kolei. Wirusa sprowadził do domu mój nastoletni syn. Siedzi w szkole w pierwszej ławce. Co z tego, że w pojedynczej, skoro ustawionej blisko innych? W czasie przerw raczej nie zakładał maseczki, podobnie jak inne dzieci i nauczyciele. Wiem, że w wielu szkołach takie obostrzenia są ściśle przestrzegane, ale nie muszą być, bo zgodnie z wytycznymi MEN decyduje o tym dyrektor placówki. Może wprowadzać dodatkowe środki ostrożności, jak obowiązek zasłaniania ust i nosa, gdy np. na świetlicy czy w szatni nie można zachować dystansu. Widocznie w szkole mojego syna uznano, że nie ma takiej potrzeby, bo uczniów jest niezbyt wielu. Ale dystansu między dziećmi nie było, zwłaszcza na przerwach. Nie było też częstego mycia rąk czy regularnej dezynfekcji przedmiotów wykorzystywanych podczas zajęć (syn przyznał później, że używał przy tablicy tego samego markera co zakażona nauczycielka – bez odkażania).

Spodziewałam się, że wirus wkrótce dotrze do szkoły, bo choć MEN i premier podają, że 98 proc. placówek oświatowych pracuje normalnie, na naszym osiedlu od początku września co rusz jakaś szkoła czy przedszkole przechodzi w tryb hybrydowy. Dlatego telefon od dyrekcji kilka dni po tym, jak na zwolnienie poszła jedna z nauczycielek, mnie nie zdziwił. Poproszono mnie o zachowanie spokoju i przygotowanie się do tego, że syn przez pewien czas będzie się uczył zdalnie. Dowiedziałam się też, że kolejne informacje otrzymam po decyzji sanepidu. W tym czasie, gdy ja czekałam, dyrektor szkoły mojego syna wydzwaniała do inspekcji, co zajęło jej kilka godzin. Zgodnie z wytycznymi Głównego Inspektoratu Sanitarnego w przypadku potwierdzonego zakażenia SARS-CoV-2 na terenie szkoły należy stosować się do zaleceń państwowego powiatowego inspektora sanitarnego. Bez kontaktu z sanepidem dyrektor nie może podjąć żadnych decyzji. Nie może sam albo w porozumieniu z organem prowadzącym zmienić systemu nauczania w placówce. GIS rekomenduje też ustalenie listy osób, które przebywały z zakażoną osobą.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM "DZIENNIKU GAZECIE PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj