Dziennik Gazeta Prawana logo

"Widziałem, jak strzelali do domów. Do zwykłych ludzi strzelali, ich mieszkań" [#RigamontiRazy2]

18 marca 2022, 08:11
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Sergiej Mikołajewicz Bokow Fot. Maksymilian Rigamonti
<p>Ukraina, Kijów. Sergiej Mikołajewicz Bokow Fot. Maksymilian Rigamonti</p>/Dziennik Gazeta Prawna
"Widziałem, jak strzelali do domów. Tak wprost, czołgami. Pani to sobie potrafi wyobrazić? Do zwykłych ludzi strzelali, ich mieszkań. Wiedzieli na sto procent, że tam już nie ma naszych żołnierzy" - powiedział w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Siergiej Mikołajewicz Bokow, ukraiński żołnierz. 

Magdalena Rigamonti: W jakim języku pan myśli?

Siergiej Mikołajewicz Bokow: Bardziej po rosyjsku. Najczęściej jednak mówię surżykiem, myślę surżykiem, mieszanką ukraińskiego i rosyjskiego. Mieszkam niedaleko granicy z Rosją, kilkadziesiąt kilometrów. Język rosyjski tu nie zawinił, tylko ludzie, dla których to język ojczysty. Język nie zabija cywilów, nie strzela do nich, nie rozjeżdża ich czołgami. Zawinili Rosjanie, którzy przyszli na naszą ziemię i zabijają, mordują, grabią, gwałcą. To, co się dzieje, to zbrodnia.

Ludobójstwo?

Tak. Zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne, ludobójstwo. Mam do czego porównywać, ponieważ w mojej rodzinie żyje pamięć faszystowskiej wojny, II wojny światowej. Mój dziadek walczył. Dziadek mojej żony walczył. Opowiadali o tym bardzo często. I z tego wynika, że nawet Niemcy, naziści nie zachowywali się tak, jak zachowują się współcześni Rosjanie w Ukrainie.

Dostali rozkaz i walczą.

Nie, dostali rozkaz i mordują. Mordują cywilów, kobiety, dzieci, nas mordują. Nie, nie mówię o nas, żołnierzach, tylko o zwykłych ludziach, mieszkańcach wsi i miast. Mogę powiedzieć na własnym doświadczeniu, oceniając tę walkę, którą stoczyliśmy.

W której stracił pan nogę.

Nie chcę jeszcze mówić o sobie. Oni swoich rannych rozjeżdżali czołgami. Rozumie pani? Leży ruski żołnierz, podnosi rękę, pokazuje, że żyje, potrzebuje pomocy. Oni w tych czołgach to widzą i... I jeden czołg jedzie wprost na tego chłopaka i rozjeżdża go. I w tył, i w przód, i w tył, i w przód. Tak żeby nic z chłopaka nie zostało. Swojego brata rozjechali. Wszystko po to, żeby nie zabierać rannych.

Cały wywiad w elektronicznym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj