Na początek historyjka prawdziwa, choć z konieczności bez dat i nazwisk. Spotkanie ścisłych władz największej partii w sprawie Kłopotu. Kłopot ma swoje nazwisko (ale nie Kłopotek), pozycję polityczna i zrobił kilku ważnym osobom nieco krzywdy. A co najważniejsze, nie wiadomo, czy nie zrobi większej. Zaproszony na spotkanie znany poseł P. proponuje: "A może dwie prostytutki zeznają, że je zgwałcił?". Na uwagę, że facet zbliża się tylko do żony, pada uwaga: "To się zapłaci i zeznają". Propozycja zostaje jednak odrzucona. Ale pewien wicepremier uważany powszechnie za twardziela zaczyna po tym spotkaniu rozumieć, że ma w partii konkurenta, przy którym jego twardość jest równa brutalności Misia Uszatka, który jak wiadomo, gotów jest zajączkom rzucić kilka uwag krytycznych, ale kolan jednak nie przestrzeliwuje.
>>> Michalski: Premier jednym głosem z Palikotem
Tyle wstępu. A teraz do rzeczy, bo w ten weekend zdarzyła się rzecz ważna i niespodziewana, choć przez niektórych przewidywana. Oto bowiem . Te twarde, dające stanowiska i władzę mówienia ludziom, co mają mówić. . "Kości zostały rzucone" - musiał wieczorem rzucić Palikot do swojego sztucznego białego kota ozdabiającego stół w salonie jego warszawskiego mieszkania. Kot, choć sztuczny, mógł nawet odpowiedzieć - reaguje bowiem na ruchy i dźwięk mechanicznym miauczeniem.
I Schetyna też musi odpowiedzieć. Bo jeśli pozwoli takiemu Palikotowi na szarganie swojego dobrego imienia, to wkrótce różni mali ludzie pomyślą sobie, że nic nie może. A przecież może. Wystarczy pstryk i lubelskiego posła nie ma. Normalnie. Ale rzecz wcale nie jest taka prosta. Jak bowiem niesie polityczna plotka i obserwacja zachowania premiera Donalda Tuska, szef rządu wspiera Palikota.
>>> "Palikot to polska wersja Czerwonej Szmaty"
I tu dochodzimy do piątego dna całej sprawy, być może jednak najistotniejszego. Do konfliktu Schetyna-Palikot. Konfliktu często wyolbrzymianego, bo to, co obserwowaliśmy do tej pory, to były raczej zgrzyty w dobrze działającym tandemie. I choć obaj panowie mieli często ciche dni, to więcej było przyjacielskich pogawędek. Ostanio zaś całkiem sporo. Ale teraz, mam wrażenie, wszystko zaczyna się na nowo. . Pajac zrówna się w mocy z żelaznym wicekanclerzem. To zaś będzie dla tego ostatniego nie do zaakceptowania. Tak czy inaczej trzeciego wyjścia już raczej nie ma. Albo Palikot osiągnie pozycję równego Schetynie w Platformie Obywatelskiej albo straci wszystko. Albo Schetyna uzyska satysfakcję i uzyska od Donalda Tuska wyrzucenie Palikota albo nic już nie będzie takie samo i rozpocznie się platformerska wojna domowa. Powtórzmy - kości zostały rzucone.
Często słyszę pytanie, dlaczego tyle uwagi poświęcam "pajacowi" Palikotowi. Bo po pierwsze, to nie tylko pajac. A po drugie - bo wkrótce trzeba będzie mu poświęcić jeszcze więcej czasu.