Nie składałem jej. I nie będę składał. Bo zgodnie ze statutem szef klubu jest powoływany na wniosek prezesa partii. Wykonuję wolę polityczną Jarosława
Kaczyńskiego i będę przewodniczącym, dopóki on będzie tego chciał.
Nie mówiłem o chęci złożenia rezygnacji, ale o swoich problemach. Dużo pracuję, to prawda. W rankingu, kto pierwszy przychodzi do Sejmu i kto ostatni wychodzi, mógłbym chyba tylko
rywalizować z niektórymi strażnikami. Jak wracam do domu o 23, to żona mówi, że jestem wcześnie. W dodatku przecież pięć dni pracuję tutaj, a dwa w okręgu w Kielcach. Jak długo tak
można pociągnąć? Poza tym to prawda, że jako szef klubu muszę rezygnować z osobistej realizacji wielu pomysłów merytorycznych na rzecz kierowania dużą strukturą, jaką jest klub.
Jestem zaskoczony takimi informacjami, bo moje doświadczenia w kontaktach z posłami jest takie, że pozytywnie mnie oceniają. Ale zdaję sobie sprawę, że przy tak dużym klubie nie jestem w
stanie spełnić wszystkich ambicji czy aspiracji.
To się już troszeczkę zmienia.
Sam mam ten dylemat: czy opozycja powinna być cieniem rządu, czy powinna kreować własne pomysły. Zawsze byłem zwolennikiem tej drugiej zasady. Takie są też oczekiwania społeczne. Jak nawet
odrzucą ustawę, to pokazaliśmy pomysł i on zostaje na przyszłość. Możemy to powtórzyć, gdy znów będziemy partią rządzącą. A mam nadzieję, że to już najpóźniej w 2011 roku.
Musimy pokazać, że jesteśmy nowocześni. Takim mocnym otwarciem będzie nowy kongres programowy. Czy PiS ma problem z aktywnością? Nie ma. Może tylko trzeba inaczej rozkładać akcenty. Z czym
jest problem partii i klubu? Ze stereotypami PiS wmawianymi Polakom.
Decyduje prezes Kaczyński, a nie ja.