Od dwana planował akcję usunięcia Wojciecha Olejniczaka z funkcji szefa Klubu Lewicy. Ale na wczorajszym posiedzeniu klubu szefowi SLD Grzegorzowi Napieralskiemu powinęła się noga. A wszystko przez nieznajomość regulaminu klubowego - ustaliła "Rzeczpospolita".
W ubiegłym tygodniu Napieralski przeforsował swój pomysł na partyjnym zarządzie, który rekomendował na nowego szefa klubu właśnie szefa SLD. Okazało się jednak,
że rekomendacja zarządu to za mało. Zgodnie z regulaminem klubu wniosek o zmianę na stanowisku przewodniczącego może złożyć on sam, prezydium klubu lub jedna czwarta posłów. "Gdy
Napieralski przedstawił na posiedzeniu klubu rekomendacje zarządu i zaproponował głosowanie, poseł Witold Gintowt-Dziewałtowski powiedział, że jest to niezgodne z regulaminem" -
relacjonował "Rzeczpospolitej" jeden z uczestników wieczornego posiedzenia. Według jego relacji, Napieralski chciał zbierać podpisy pod wnioskiem i nawet poprosił o przerwę,
ale później sam się z tego pomysłu wycofał. Polityk z obozu Napieralskiego tłumaczy "Rz", że i tak na sali brakowało zwolenników lidera Sojuszu. Dlatego postanowili
odroczyć tę sprawę. Do głosowania nie doszło. Napieralski zapowiedział, że będzie rozmawiał z Olejniczakiem o przyszłości, co sala przyjęła oklaskami. Z nieoficjalnych informacji wynika
jednak, że za tydzień szef Sojuszu zamierza jednak doprowadzić do odwołania go ze stanowiska. Jak można było usłyszeć od posłów SLD – obecna sytuacja ośmiesza partię. Twierdzą,
że ciężko pracują w komisjach, ale nikt nie zwraca uwagi na efekty ich wysiłków, tylko wszyscy są zainteresowani rozgrywkami personalnymi między Napieralskim i Olejniczakiem - twierdzi
"Rzeczpospolita".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|