Dokumenty są ściśle tajne! Wiadomo tylko, że zostały znalezione w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Minister Zbigniew Wassermann ogłosił, że właśnie trwa ich prześwietlanie.
Na papiery nie mogą się już doczekać prokuratorzy. "Gdy je dostaniemy, śledztwo ruszy!" - mówi dziennikowi.pl Maciej Kujawski, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej, i z niecierpliwości zaciera ręce.
A śledztwo zapowiada się sensacyjnie. Wątków wystarczy na niezły serial. Fałszywa teczka Jarosława Kaczyńskiego z Instytutu Pamięci Narodowej. Szafa pułkownika Jana Lesiaka pełna dowodów potwierdzających, że w latach 90. śledził on braci Kaczyńskich, byłego premiera Jana Olszewskiego oraz ministrów Antoniego Macierewicza i Jana Parysa. Śledztwo będzie też musiało odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: kto wydawał rozkazy pułkownikowi? Jarosław Kaczyński sugerował, że Lesiak działał na polecenie prezydenta Lecha Wałęsy.
Śledztwo w sprawie inwigilacji prawicy było już prowadzone w 1997 r. Potwierdziło, że Urząd Ochrony Państwa ulokował agentów w mediach oraz partiach politycznych i przez nich zbierał informację na temat prawicy. Nie udało się wówczas dotrzeć do zleceniodawców. Ostatecznie śledztwo umorzono.
Zbigniew Wassermann, minister ds. służb specjalnych, dotarł do dokumentów, które mogą wywołać trzęsienie ziemi na polskiej scenie politycznej. Ujawniają bowiem, kto kazał Urzędowi Ochrony Państwa inwigilować prawicę na początku lat 90. Prokuratura rwie się do wznawiania śledztwa!
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama