Jest nieszczęśliwy, że przestaje być premierem. Czemu zatem odszedł? "Zmieniła się sytuacja polityczna. W polityce nie ma już atmosfery pracy czy współpracy. To wojna" - wyznaje DZIENNIKOWI były premier Kazimierz Marcinkiewicz. I przyznaje, że w PiS są osoby, które chciały sporu między nim a Jarosławem Kaczyńskim. "Czułem, że są prowadzone działania, które mają na celu wbijanie klina między mnie a prezesa Kaczyńskiego" - twierdzi premier.
Marcinkiewicz nie chce jednak wyjawić, co się stało w szeregach PiS i skąd tak nagła decyzja o jego dymisji. "Trzeba sobie powiedzieć bardzo jasno: polska polityka
jest bardzo brutalna i trzeba ją cywilizować. Dlatego nie widzę powodu, by wszystko, co dzieje się wewnątrz partii, także w przypadku mojej dymisji, musiało być prezentowane opinii
publicznej" - mówi z dystansem Marcinkiewicz. I choć twierdzi, że PiS to dobra, zwycięska partia, trzeba w niej zrobić porządek.
Czemu tak się stało? Według Marcinkiewicza, w polityce nie ma już atmosfery pracy czy współpracy. "To wojna" - mówi i zrzuca winę na opozycję: "Jest bardziej zaciekła niż kiedykolwiek" - dodaje. Jego zdaniem, to najlepsza okazja, by w fotelu premiera zasiadł Jarosław Kaczyński. "Pojawiła się możliwość, żeby szef partii został premierem. To PiS wygrało wybory, to Jarosław Kaczyński zwyciężył w ubiegłym roku i jemu oddaję ster rządu" - tłumaczy zawile premier.
Szczerze wyznaje, że nie jest szczęśliwy, iż odchodzi ze szczytów polityki. "Czuję dyskomfort całej sytuacji. Nigdy sytuacja dymisji z funkcji premiera nie jest komfortowa" - przyznaje premier.
I nie czuje, że kandydatura na prezydenta Warszawy to degradacja. "PO już właściwie witała się z gąską, aż tu nagle... Byli już pewni, że Hanna Gronkiewicz-Waltz jest prezydentem Warszawy. I dlatego teraz przypuścili na mnie totalny atak, że nie nadaję się na prezydenta Warszawy" - oskarża PO Marcinkiewicz. I przyznaje, że zna to miasto. "Jestem zaszczycony. Warszawa to miasto, które stoi dzisiaj przed ogromną szansą przyspieszonego rozwoju. My to zrobimy. I do tego mam znakomity zespół, którego wszyscy mi zazdroszczą. Możemy zmienić świat" - zapowiada z nadzieją.
Czemu tak się stało? Według Marcinkiewicza, w polityce nie ma już atmosfery pracy czy współpracy. "To wojna" - mówi i zrzuca winę na opozycję: "Jest bardziej zaciekła niż kiedykolwiek" - dodaje. Jego zdaniem, to najlepsza okazja, by w fotelu premiera zasiadł Jarosław Kaczyński. "Pojawiła się możliwość, żeby szef partii został premierem. To PiS wygrało wybory, to Jarosław Kaczyński zwyciężył w ubiegłym roku i jemu oddaję ster rządu" - tłumaczy zawile premier.
Szczerze wyznaje, że nie jest szczęśliwy, iż odchodzi ze szczytów polityki. "Czuję dyskomfort całej sytuacji. Nigdy sytuacja dymisji z funkcji premiera nie jest komfortowa" - przyznaje premier.
I nie czuje, że kandydatura na prezydenta Warszawy to degradacja. "PO już właściwie witała się z gąską, aż tu nagle... Byli już pewni, że Hanna Gronkiewicz-Waltz jest prezydentem Warszawy. I dlatego teraz przypuścili na mnie totalny atak, że nie nadaję się na prezydenta Warszawy" - oskarża PO Marcinkiewicz. I przyznaje, że zna to miasto. "Jestem zaszczycony. Warszawa to miasto, które stoi dzisiaj przed ogromną szansą przyspieszonego rozwoju. My to zrobimy. I do tego mam znakomity zespół, którego wszyscy mi zazdroszczą. Możemy zmienić świat" - zapowiada z nadzieją.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl