Lech Kaczyński stoi twardo na stanowisku: należy ujawnić agentów Służby Bezpieczeństwa, PRL-owskiego wywiadu, kontrwywiadu oraz resortów siłowych. I jeśli skłamali w swoim oświadczeniu majątkowym, odebrać im prawo do pełnienia urzędów państwowych. Na 10 lat.
"Jestem oczywiście za tym. To zupełnie jasne" - oświadczył prezydent w TVN24. "Nie mówię oczywiście o wywiadzie zagranicznym. Tego nie wolno ujawniać" - dodał.
Także - jak podkreślił Lech Kaczyński - nie wolno odtajniać informacji o życiu osobistym inwigilowanych osób. Czy upubliczniać zapiski z teczek o tym, że jakiś opozycjonista zdradzał swoją żonę albo że jechał po pijanemu? Zdaniem prezydenta nie. Dlaczego? "Bo pod tym względem wiarygodność dżentelmenów ze Służby Bezpieczeństwa jest umiarkowana" - powiedział.
Esbecy często wpisywali do akt takie zmyślone historie i wykorzystywali je do szantażowania opozycjonistów. Dlatego prezydent jest przeciwko ujawnianiu tych informacji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|