O co chodzi? O stołki. Te, które Prawo i Sprawiedliwość weźmie w Warszawie po planowanym zwycięstwie w jesiennych wyborach samorządowych. Dzielenie skóry na niedźwiedziu? Tak. Marcinkiewicz chce obsadzić swoimi ludźmi ratusz i jedną trzecią list wyborczych. Tak mu obiecały władze partii. To się oczywiście nie podoba warszawskim działaczom. W dodatku jednemu z nich zamarzyło się stanowisko wiceprezydenta miasta.
Konflikt po obu stronach jest ostry. Warszawski PiS nazywa ekipę Marcinkiewicza "desantem" ludzi aroganckich i niechętnych do współpracy. Z kolei ludzie byłego premiera mówią o przeciwnikach, że to działacze partyjni trzeciej ligi, którzy nie dostali się ani do parlamentu, ani do rządu.
Oczywiście, wszystko odbywa się w ratuszowych kuluarach. Oficjalnie wszystko gra i panuje w stolicy pokój. Tylko za cenę anonimowości politycy PiS zdradzają DZIENNIKOWI, co tak naprawdę dzieje się w stolicy.
Co na to tzw. góra PiS? Jak się okazuje, część polityków ciagle obawia się popularności Marcinkiewicza. Dlaczego? Obawiają się, że będzie budował własną pozycję w opozycji do braci Kaczyńskich - zauważa DZIENNIK. Ale na szczęście dla byłego premiera - popiera go prezydent. Lech Kaczyński cieszy się z sondaży, które dają Marcinkiewiczowi sukces w nadchodzących wyborach. PiS ma wreszcie kandydata, który zagraża Hannie Gronkiewicz-Waltz, kandydatce PO.