Jeszcze rano sam przedstawiciel prezydenta zapowiadał, że zadzwoni do profesora Władysława Bartoszewskiego i poprosi, by ten nie odchodził z rady. Ale Bartoszewski był nieugięty. Wystąpił w proteście przeciw milczeniu szefowej dyplomacji Anny Fotygi. Bo pani minister nie zabrała głosu, gdy wiceszef MON zarzucił byłym szefom MSZ, że byli sowieckimi agentami.
Profesor Bartoszewski poczuł się urażony słowami Macierewicza, mimo że ten od razu wykluczył go z listy agentów.
"Myślę, że gdyby dzisiaj pani minister Fotyga zadzwoniła do pana Bartoszewskiego, to byłby ładny gest" - powiedział rano Andrzej Krawczyk z Kancelarii Prezydenta. Byłby, ale szefowa dyplomacji zlekceważyła sprawę. "Nikt z MSZ nie przekonywał mnie do zmiany decyzji" - powiedział Bartoszewski.