Na nic się zdały interwencje podwładnych wiceszefa MON Antoniego Macierewicza. Żołnierze byli nieubłagani - minister, nie minister - bez przepustki nie wejdzie. I minister koordynator do spraw służb specjalnych Zbigniew Wassermann musiał okazać dowód osobisty, w biurze przepustek. Tam dostał plakietkę, jak przeciętny petent, i dopiero dostał się do gabinetu Macierewicza.
O czym to świadczy? Rzecznik ministerstwa przekonuje, że o niczym. Drzwi pilnują chłopcy ze służby zasadniczej. Ich zdolność zapamiętywania twarzy jest dość znikoma. I dodaje, że sam, jak zapomni przepustki, to musi wracać do domu.
Ale sprawa może mieć drugie dno dowiaduje się DZIENNIK od wysokiego rangą urzędnika. Macierewicz jest traktowany w MON jak ciało obce. Minister Radosław Sikorski wcale go nie chciał jako zastępcy, i stąd mogą sie brać szykany wobec jego gości. Ministrowie Wassermann i Sikorski też za sobą nie przepadają. Poróżnił ich właśnie Macierewicz, i koncepcja likwidacji WSI. Wygrał Wassermann i jego pomysły. A powołanie Macierewicza na likwidatora służb, to była osobista decyzja premiera Jarosława Kaczyńskiego.