Roman Giertych uniknął zarzutów. Śledczy ustalili, że gdy rada Wielkopolskiego Banku Rolniczego, w której zasiadał polityk LPR, głosowała nad niekorzystnymi decyzjami, on wychodził do toalety. Zarzuty usłyszeli za to współpracownicy Giertycha: Tomasz Połetko, pełnomocnik polityka, oraz Maciej Twaróg, honorowy wiceprezes Wszechpolaków i prywatnie zięć ministra Zbigniewa Wassermanna.
Prokuratura zebrała ponad 100 tomów akt. Tylko że teraz śledztwo stanie w miejscu. Wicepremier Giertych poskarżył się prokuratorowi krajowemu, że "wysocy rangą prokuratorzy" szukali na niego haków. Sprawa banku z kaliskiej prokuratury trafiła do łódzkiej. Ile czasu zajmie śledczym przeczytanie akt sprawy? Przynajmniej kilka miesięcy.
"Zrobiliśmy to po wniosku Romana Giertycha" - potwierdził w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. "Prokuratura kaliska od lat nie radzi sobie z tym śledztwem" - broni się Giertych.