Koalicyjną burzę rozpętał znowu… wicepremier Lepper. Zarzucił Prawu i Sprawiedliwości, że źle traktuje Samoobronę. Nie konsultuje z nią żadnych decyzji. A poza tym psuje wizerunek koalicjanta, przedstawiając partię Andrzeja Leppera jako pazerną na stołki.
Punktem zapalnym jest przyszłoroczny budżet. Lepper żąda m.in. większej kasy dla rolników - ponad 3 mld zł. A premier Kaczyński nie chce o tym słyszeć. Dlatego Samoobrona nie chce poprzeć budżetu, a to byłoby złamaniem umowy koalicyjnej. Zdaniem Leppera, to celowe działanie PiS, bo partia braci Kaczyńskich chce wyborów parlamentarnych już w przyszłym roku. Ale się do tego nie przyznaje.
Co na to partia rządząca? Jest zdziwiona. Premier twierdzi, że żadnych żądań o większą pomoc dla wsi nie dostał. A wcześniejszych wyborów PiS wcale nie chce. Wręcz przeciwnie. "Chcemy, żeby koalicja przetrwała do końca kadencji, czyli do roku 2009. Wcześniejsze wybory byłyby ze szkodą dla demokracji" - mówi Przemysław Gosiewski (PiS). Dlatego PiS wcale nie ignoruje Samoobrony. Co więcej, uważa, że współpraca między koalicjantami układa się dobrze.