Uwaga mediów skierowana jest na Warszawę. Tu dziś rozgrywa się bój polityczny. Wygra ta partia, której uda się zgromadzić w swoim marszu więcej zwolenników. A że zbliżają się wybory samorządowe, politycy chętnie prężą się przed kamerami i wykrzykują do tłumu chwytliwe hasła polityczne.
"Dzisiaj Warszawa jest błękitna. Panie premierze Kaczyński to nie jest ZOMO, to jest Polska!" - krzyczał Donald Tusk z balkonu Hotelu Europejskiego. - "Przyszliśmy, żeby powiedzieć głośno to, co czuje Polska, żeby powiedzieć: dość!". Po tych słowach lider PO otworzył "Błękitny Marsz". Około 9 tysięcy osób ruszyło w kierunku Placu Zamkowego. Tam sympatycy Platformy spotkali się na wiecu.
Michał Kamiński w imieniu PiS wyznał miłość... Platformie Obywatelskiej. "Jad nienawiści, który od ponad roku liderzy Platformy Obywatelskiej sączą w polski naród, jest jadem, który nas nie zatruł. My ich kochamy, bo kochamy Polskę" - krzyczał polityk i zaprosił polityków PO, by przyłączali się do wiecu Prawa i Sprawiedliwości.
"LPR od dzisiaj nie jest młodszą siostrą PiS" - grzmiał Roman Giertych na manifestacji przed Sejmem. Jak dodał, jego partia zobyła moralne prawo, by zmieniać kraj. Politycy LPR nie tracą dobrego humoru, mimo że od długiego czasu ich partia w sondażach ostro pikuje w dół. W tej chwili nie przekracza nawet 5-procentowego progu wyborczego.
"Balcerowicz musi odejść!" - wołali sympatycy LPR, tak jakby byli sympatykami Samoobrony.
Po tych słowach marsz "Białej Róży" ruszył pod siedzibę Narodowego Banku Polskiego. Tam teraz około tysiąc osób domaga się odejścia Leszka Balcerowicza z funkcji prezesa NBP. Zapomnieli chyba tylko, że Balcerowicz i tak odejdzie - jego kadencja właśnie dobiega końca.