Agnieszka Sopińska: Panie premierze czy panie marszałku? Jak mam się do pana zwracać?
Andrzej Lepper
: Najlepszy tytuł dla mnie to przewodniczący.

Zostanie pan wicepremierem czy marszałkiem Sejmu?
Jeżeli już, to wracamy do tego, co było. Jeżeli omówimy sprawy programowe, sprawy budżetu, to oczywiście wracam na stanowisko wicepremiera. Nie ma innego wyjścia.

Do Ministerstwa Rolnictwa też pan wróci?

Oczywiście.

Wystarczyło jedno spojrzenie w oczy Jarosława Kaczyńskiego?
Spojrzeliśmy sobie nawzajem w oczy i powiedzieliśmy, że jeżeli mamy współrządzić, jeżeli chcemy umówić się poważnie na trzy lata, to nie może być więcej takich nieporozumień. Nie może być żadnych niedomówień, niejasności. Muszą być uzgadniane wspólnie stanowiska zarówno w sprawach polityki wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Wyjaśniliśmy sobie wszystko.

Padło słowo amp;bdquo;przepraszam”?
Bez przesady. Wystarczy, że podaliśmy sobie ręce. Zresztą mogę jeszcze raz powtórzyć: polityka to nie perfumeria. Trudno, żeby obrażać się za słowa czy jakieś gesty.

W polityce nie obowiązują dobre obyczaje?
Już wcześniej sobie to wyjaśniliśmy. Zresztą nie powiedziałem, że premier jest chamem, tylko to, co zrobił, nazwałem chamstwem. Komentowałem to, co się stało na gorąco, było to w atmosferze odwetu. Potem przeprosiłem.

Premier nazwał pańskie zachowanie warcholstwem...

I po dwóch dniach przeprosił.

Wyjaśniliście sobie sprawę amp;bdquo;korupcji politycznej”, o którą oskarżył pan PiS?
Tą sprawą zajmie się komisja śledcza. My złożyliśmy w tej sprawie wniosek, Platforma też chce jej powołania i podobno PiS też jest za. Ale niech nikt nie wymaga ode mnie wyciągnięcia konsekwencji wobec posłanki Renaty Beger. Według mnie postąpiła ona bardzo szlachetnie i nie zmienię zdania w tej sprawie.

Marszałek Marek Jurek oświadczył, że pani Beger jest poważnym problemem, jeżeli chodzi o współpracę z Samoobroną.
Dla nas to żaden problem.

Z kolei wiceszef klubu PiS Tadeusz Cymański nie chciał z nią razem wystąpić w programie telewizyjnym.

Oni wszyscy odmówili.

To chyba jest jakiś problem?
Ich problem. My o tej sprawie w ogóle nie chcemy słyszeć podczas rozmów o koalicji. Renata Beger jest i będzie naszą posłanką. Ja na pewno nie pozwolę na to, żeby ktoś stawiał na ostrzu noża tę sprawę: że albo usuwamy ją z klubu, albo koalicji nie ma. Jeżeli tak to zostanie postawione, to nie będzie koalicji.

Ostro.
Tak.

Cenna jest dla was pani Beger.
Jest ze mną od początku Samoobrony, nie zdradziła mnie. Co prawda dawała pewne powody, by w to wątpić, ale na końcu okazało się, że miała dobre intencje. Chciała pokazać, co się dzieje w sejmowych kuluarach.

Ale przez to, co zrobiła Beger i co pokazała TVN, Prawo i Sprawiedliwość straciło w oczach opinii publicznej. Ich notowania od tego momentu zaczęły spadać.
To ich problem. Trzeba było nie chodzić po pokojach.

Będziecie się domagać dymisji Wojciecha Mojzesowicza i Adama Lipińskiego, którzy rozmawiali z Beger?
O ile wiem, Mojzesowicz sam podjął decyzję. Ja uważam tę sprawę za zamkniętą i nie mam zamiaru do tego wracać. Nie będziemy stawiać tego w rozmowach koalicyjnych. To jest problem PiS i to oni muszą tę żabę zjeść. Natomiast co do ministra Lipińskiego, to jego rola była inna. Dla mnie jest on człowiekiem uczciwym. Dał się trochę podpuścić, ale nie mam mu nic do zarzucenia.

Czyli jego dymisji nie będziecie się domagać?
Nie.

Mówi pan, że wystarczyło głębokie spojrzenie w oczy Kaczyńskiemu. Co takiego w nich pan zobaczył?

Oprócz spojrzenia powiedzieliśmy sobie bardzo dobitnie, o co w tym wszystkich chodzi. Skoro chcemy rządzić przez trzy lata, to musimy uzgadniać ze sobą wszystkie stanowiska.

Jest pan w stanie zaufać premierowi raz jeszcze?
Jak wszystko konkretnie zapiszemy w umowie koalicyjnej, a jej gwarantem będzie prezydent Lech Kaczyński, to wszystko będzie dobrze. Prezydent już się na to zgodził. Co jakiś czas będzie dochodziło do spotkania z prezydentem i będziemy sobie mówić, kto czego nie przestrzega, kto czego nie dotrzymuje i kto jest winny. Wszystko po to, żeby prezydent na bieżąco miał informacje od wszystkich, a nie tylko od swojego brata.

Oczekuje pan, że prezydent będzie arbitrem w ewentualnych konfliktach?
Tak. Ja współpracuję ściśle z LPR, tak jak powiedzieliśmy, to jest praktycznie jeden klub.

Czyli z jednej strony będzie pan z Romanem Giertychem, a z drugiej prezydent i premier? To jednak po ich stronie będzie przewaga.

Stanowiska mają wyższe, ale umowę podpiszemy i będziemy ją pokazywać społeczeństwu. Ludzie będą ją znać.

Poprzednio PiS zarzucało panu niedotrzymywanie obietnic i łamanie słowa. Umawialiście się na coś w ciszy gabinetów, a po chwili pan łamał te porozumienia.
To PiS nie dotrzymywało słowa w sprawach najważniejszych. A jeżeli chodzi o budżet, to nigdy nie kryłem swojego krytycznego słowa. Od początku do końca byłem konsekwentny.

Myśli pan, że po tym wszystkim możliwe jest porozumienie?
Dla dobra Polski jesteśmy gotowi wejść w nurt tej samej rzeki. Ta woda jest teraz inna, ale ona płynie cały czas.