Uroczystość wręczenia nominacji była zamknięta dla mediów. Dziennikarze mogli tylko obserwować mijające ich limuzyny z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem. Obyło się bez zadęcia i pompy, jaka towarzyszyła szefowi Samoobrony kilka tygodni temu, kiedy prezydent po raz pierwszy wręczał mu nominację na wicepremiera i ministra rolnictwa.
Do dziennikarzy oczekujących późną nocą przed bramą Pałacu Prezydenckiego pofatygował się jedynie minister w Kancelarii Prezydenta Maciej Łopiński, który powiedział: "Prezydent ma nadzieję, że dzisiejsza nominacja kończy kryzys polityczny". Dopytywany, czy niezaproszenie mediów na uroczystość oznacza, że była to "wstydliwa uroczystość", zaprzeczył.
O powrocie Leppera do rządu zdecydował kilka godzin wcześniej Komitet Polityczny PiS. Ten sam, który miesiąc temu zdecydował o wyrzuceniu go z gabinetu. Tak więc, mimo awantur i mocnych słów o "chamstwie" i "warcholstwie", premier pogodził się z szefem Samoobrony.
Nie od dzisiaj wiadomo, że Jarosław Kaczyński nie ufa Andrzejowi Lepperowi. Musiał jednak wybierać - albo on, albo koniec rządów. Wygrała polityczna kalkulacja, bo ani PiS, ani Samoobrona, a tym bardziej LPR nie chcą wcześniejszych wyborów. Już dziś w Sejmie odbędzie się głosowanie nad skróceniem kadencji parlamentu. Wnioski w tej sprawie złożyły PO i SLD. Do przegłosowania potrzebne są jednak głosy PiS. Politycy z tej partii zapowiadali, że mogą wniosek poprzeć jedynie wtedy, gdy nie uda im się zbudować koalicji.
Tymczasem koalicja ma i tak pewien problem, ponieważ klub Samoobrony opuścił jeden z posłów. A to oznacza, że koalicja może liczyć na 230 głosów, czyli dokładnie połowę. W związku z tym kierownictwo PiS zdecydowało o rozpoczęciu rozmów z klubem Ruchu Ludowo-Narodowego - po to, żeby mieć większość w Sejmie. Tyle tylko, że RLN został założony przez uciekinierów z Samoobrony i Lepperowi ciężko będzie z nimi rozmawiać.
Jeszcze kilka tygodni temu w powstanie koalicji PiS-Samoobrona-LPR uwierzyliby tylko polityczni fantaści. Premier Kaczyński zapowiadał, że nie będzie więcej rozmawiał z "ludźmi o wątpliwej reputacji". Andrzeja Leppera nazywał "warchołem" i "oszustem". Lider Samoobrony nie pozostawał dłużny. Oskarżał Jarosława Kaczyńskiego o polityczną korupcję, a o jego zachowaniu mówił: "chamstwo, chamstwo i jeszcze raz chamstwo". Próbował też namówić SLD, PSL i PO do zmontowania antypisowskiej koalicji.
Koalicjanci nie mogli się porozumieć w sprawie budżetu. Kolejną przyczyną konfliktu była zapowiedź wysłania ponad tysiąca polskich żołnierzy do Afganistanu. Koalicja rozpadła się, gdy premier wyrzucił z rządu wicepremiera Andrzeja Leppera. Później Marek Kuchciński, szef klubu parlamentarnego PiS, wezwał posłów Samoobrony, by przechodzili do PiS. W odwecie Renata Beger nagrała rozmowę z ministrem Adamem Lipińskim, gdy ten próbował ją przeciągnąć na stronę PiS.
Wyemitowane w TVN taśmy z tajnych rozmów wywołały polityczną burzę, która o mały włos nie doprowadziła do rozwiązania parlamentu.