Dotąd Leszek Miller junior starannie unikał odpowiedzi na pytania dotyczące opisanej przez DZIENNIK transakcji. Przed publikacją artykułu "Milion dolarów dla syna Millera" był umówiony z nami na rozmowę. W dniu spotkania młody Miller przestał po prostu odbierać telefony. Za to udzielił wypowiedzi wczorajszej "Trybunie", bagatelizując całą sprawę.
"Wszystko jest jasne, przejrzyste, wielokrotnie sprawdzone, więc o co chodzi? Tylko o to, żeby dokuczyć, nie widzę innego powodu" - stwierdził. Dzień wcześniej Leszek Miller senior powtórzył to samo w telewizji TVN. "Transakcja była na wszystkie sposoby badana" - mówił.
Prawda wygląda jednak inaczej. Transakcja wcale nie jest przejrzysta: Generalny Inspektor Informacji Finansowej oraz oskarżyciele z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku badają dochodową operację od kilku lat.
"Badamy ją, ponieważ podejrzewamy, że mogło dojść do prania brudnych pieniędzy. Śledztwo utkwiło w miejscu ze względu na oczekiwanie na pomoc prawną z wysp Bahama" - oficjalnie informował Prokurator Krajowy Janusz Kaczmarek.
Zarówno Leszek Miller senior, jak i jego syn podkreślają w wypowiedziach publicznych, że od miliona dolarów zapłacili podatek. "Podzielili się z fiskusem pieniędzmi. To niebagatelna kwota 1,6 mln zł" - mówił w TVN premier Miller.Nie wyklucza to jednak podejrzeń prokuratury; przecież definicja prania pieniędzy zakłada, że środki pochodzące z przestępstwa legalizuje się, opłacając wszystkie podatki!
"W 2000 ojciec ostro szedł w górę i rządzący AWS dałby wszystko, żeby utrącić najgroźniejszego przeciwnika. Wtedy AWS, tak jak dziś PiS, miał co chciał: służby cywilne, wojskowe, skarbowe, antykorupcyjne. Od razu zajęli się tą transakcją. Nie przesadzę, gdy powiem, że była ona od początku pod specjalnym nadzorem" - twierdzi w rozmowie z "Trybuną" Leszek Miller junior. To również nie jest prawda.
Prokuratura wpadła na trop transakcji Leszka Millera juniora dopiero w dwa lata później. Stało się to przy okazji wyświetlania wielkiej afery, w którą był zamieszany inny przyjaciel familii Millerów, pomorski baron SLD Jerzy Jędykiewicz.
W środę ujawniliśmy, że tuż przed objęciem władzy przez Leszka Millera jego syn zrobił doskonały interes. Nie inwestując ani złotówki na pośrednictwie w sprzedaży udziałów w firmie informatycznej CNT, zarobił ponad milion dolarów. Transakcję sfinansował tajemniczy fundusz powierniczy zarejestrowany w raju podatkowym na wyspach Bahama.
Syn premiera Leszka Millera przerwał milczenie w sprawie transakcji, na której sześć lat temu zarobił milion dolarów. Udzielił wywiadu lewicowej "Trybunie", bagatelizując całą sprawę, ale mija się z prawdą - pisze DZIENNIK.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama