Dziennik Gazeta Prawana logo

Jurek: Dobrze przemyślałem swoje odejście z PiS

13 października 2007, 14:16
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Dlaczego Marek Jurek odszedł z Prawa i Sprawiedliwości? Czy ostro pokłócił się z premierem Kaczyńskim po głosowaniu poprawek do konstytucji? Tylko on sam zna najlepiej odpowiedzi na te pytania. W wywiadzie dla DZIENNIKA marszałek Sejmu wyjaśnia, dlaczego opuścił swoją partię.

Mikołaj Wójcik: Czuje się pan przeproszony przez premiera?
Marek Jurek: Dobrze, że premier to powiedział. Zrobiłbym to samo na jego miejscu.

Rzeczywiście padły tak ostre słowa?
Nie chcę do tego wracać.

A do PiS?
Moja decyzja o rozstaniu była przemyślana, choć do niej nie dążyłem.

Pańscy koledzy z PiS byli zaskoczeni najpierw rezygnacją z funkcji marszałka, teraz wyjściem z partii.
Wielokrotnie przestrzegałem premiera przed taką sytuacją. Powierzono mi koordynację starań o uzyskanie większości i obarczono odpowiedzialnością. Ale bez kompetencji. Premier miał wszystkie dane ku temu, by wycofać swoich ministrów i posłów z działań wkraczających w ten obszar. Nie zrobił tego.

Mówił pan, że to nie Ryszard Kalisz czy Piotr Gadzinowski z SLD, ale Przemysław Gosiewski i Marek Kuchciński zaszkodzili sprawie.
Tak, bo na ostatecznym wyniku zaważyło ciągłe straszenie, że zmiany w konstytucji wymuszą "całkowity zakaz aborcji". Tak to formułowali politycy PiS. W dodatku premier nazywa ludzi, którzy stoją na gruncie papieskiej encykliki "Evangelium vitae", radykałami. To jest coś, z czym się głęboko nie zgadzam. Przy całym szacunku dla premiera, to jest światopogląd początku lat 90.

Pana śladem z PiS odejdą kolejni posłowie?
To jest moja decyzja, która nie jest podyktowana zamiarami politycznymi, lecz oceną sytuacji. Uważam, że w polityce jesteśmy zobowiązani do odpowiednich i adekwatnych reakcji. Jeśli nie reagujemy na rzeczywistość, to znaczy, że odrywamy się od niej i żyjemy w świecie złudzeń.

Jarosław Kaczyński mówił w czasie konferencji, że nie chciał dziś dyskusji o piątkowych wydarzeniach, bo były kamery.
To nieprawda, że miała się ona odbyć przy kamerach. Otwarty dla mediów był jedynie jej początek. Potem obrady miały się toczyć przy drzwiach zamkniętych. Uważałem, że mam obowiązek przedstawić swój punkt widzenia partyjnym kolegom. Tym bardziej że zupełnie różnimy się z premierem w ocenie możliwości zmiany w konstytucji. Szef klubu PO w ciągu dwóch miesięcy dwa razy mówił mi, że do połowy lutego połowa jego klubu skłaniała się do poparcia zmiany art. 30. Czy to by było możliwe? Trudno dziś powiedzieć.

To właśnie powiedziałby pan na Radzie?

Nie tylko. Mówiłbym, że cywilizacja życia ma prawo do swojej polityki. Do tego mają prawo dziesiątki posłów PiS, którzy w różnych konkretnych sprawach z zaciśniętymi zębami popierali niektóre decyzje kierownictwa. Ta zasada solidarności i konsekwencji w działaniu nie powinna być zawieszona w sprawie ochrony życia. A została. W czasie gdy inne rozwiązania popiera się bez wątpliwości moralnych i innych skrupułów. Nawiasem mówiąc, stanowisko grupy posłów wobec prezydenckich poprawek wynikało wyłącznie ze skrupułów prawniczych.

Premier mówi, że ta krytyka była niemerytoryczna.
Można oczywiście czterem poważnym profesorom prawa przypisywać różne umiejętności montowania spisków prawniczych. Ale twierdzenie, że ich opinie to nowy układ antyaborcyjny, który się ukonstytuował i który trzeba zwalczyć, jest absurdalne i obraźliwe dla tych prawników.

Po tych sobotnich wydarzeniach na komitecie politycznym ucierpiał w pana oczach autorytet premiera?
Autorytet Jarosława Kaczyńskiego jest bardzo mocną stroną PiS. Chodzi tylko o to, czy będzie on protegujący, czy używany do jednostronnej polityki. Dla mnie zawsze autorytet premiera znaczył bardzo dużo. Ale tym bardziej należy szanować autorytet papieża. Kiedy Benedykt XVI zwraca się do polityków, to nie jest to nauczanie dla bractw pobożnych, tylko przypominanie nam o obowiązkach stanu, które powinniśmy wykonywać. Jak to w PiS konsekwentnie i wspólnie. Uważam partię polityczną za coś więcej niż drogę do osiągania celów, nawet społecznych. To wspólnota ludzi. PiS zostało skonstruowane w sposób, który stwarzał wielkie szanse na realizację skutecznej i dalekosiężnej polityki. Okazało się niestety, że w ostatnim czasie nasza partia stawała się coraz bardziej neo-PC.

Ale przy jednoczeniu się Porozumienia Centrum i Przymierza Prawicy nie było przecież sporu, że prymat należy się braciom Kaczyńskim.
W tym zjednoczeniu przyjęliśmy, ze względu na autorytet Lecha i Jarosława Kaczyńskich, prymat tradycji PC. Tylko że dziś ten krąg ludzi zaczął nadawać partii ton pragmatyzmu za wszelką cenę. Gdy zasadnicze sprawy chrześcijańskiego ładu społecznego zaczęto traktować jako partykularne zainteresowanie tylko części członków, okazało się, że PiS nie jest w równym stopniu rzecznikiem całego obozu społecznego, który reprezentuje. W takiej sytuacji nie mogę rekomendować bezwarunkowego poparcia i zaufania do partii, której byłem członkiem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj