"Dobrze by było, aby pan Giertych nie stawiał się w sytuacji, gdy się mówi, że ktoś wchodzi między wódkę a zakąskę. Tę sprawę możemy osiągnąć bez pomocy pana Giertycha" - mówi DZIENNIKOWI o zamieszaniu z odejściem z PiS Marka Jurka Przemysław Gosiewski, minister w kancelarii premiera.
Małgorzata Pietkiewicz: Co takiego usłyszał marszałek Marek Jurek, że wyszedł z obrad PiS? Co takiego mu pan i Marek Kuchciński
powiedzieliście?
Przemysław Gosiewski: Akurat ja i pan Kuchciński nic mu nie powiedzieliśmy. Ale nie chcę, żeby przedmiotem debaty publicznej był przebieg komitetu politycznego.
Czy rezygnacja Marka Jurka to duży cios dla PiS?
Na pewno dla PiS jest to złe wydarzenie, ale ciągle jest to sprawa naszego środowiska. Najbliższe dni pokażą, że ci, co się już witają z gąską - jak mówił pan premier - robią to za wcześnie. Poza tym uważamy, że marszałkiem nadal powinien być Marek Jurek. Mamy bowiem świadomość, że podał się do dymisji pod wpływem emocji. Po drugie, wybór marszałka powodowałby daleko idące komplikacje w tak podzielonym Sejmie.
Ale przecież Marek Jurek kategorycznie obstaje przy swoich decyzjach.
Mimo to żadne ostateczne decyzje nie zapadły, władze PiS nie przyjęły rezygnacji marszałka z funkcji partyjnych, wychodząc z założenia, że o takich sprawach można rozmawiać dopiero, gdy opadną emocje.
Roman Giertych chce się podjąć mediacji w powrocie marszałka.
Dobrze by było, aby pan Giertych nie stawiał się w sytuacji, gdy się mówi, że ktoś wchodzi między wódkę a zakąskę. Tę sprawę możemy osiągnąć bez pomocy pana Giertycha.
Wczoraj Dariusz Kłeczek powiedział, żeby Polski nie karać takim marszałkiem jak Kuchciński. Czy poseł PiS może się tak wypowiadać o szefie swojego klubu?
Panowie są z jednego województwa, czasami mają różne zdania w sprawach lokalnych, ale to nie powinno się przekładać na sprawy centralne.
Pan to nazywa różnicą zdań?
Sprawa posła Kłeczka powinna być rozpatrywana w kategoriach: czy można robić akcję polityczną przeciwko poprawkom własnego klubu, zanim one nie zostały przedyskutowane. W jego przypadku powinniśmy zachować się zgodnie z regulaminem klubu PiS, ale decyzja zależy od władz klubu.
W piątek szef klubu Marek Kuchciński zapowiedział, że ukarze osoby, które wystosowały list, by nie popierać poprawek zgłoszonych przez prezydenta. Czy nie pogłębi to rozłamu w PiS?
Najpierw trzeba tę sprawę przedyskutować, a potem lecieć do mediów. Nie sądzę jednak, by był to powód do wyciągania konsekwencji dyscyplinarnych, chociaż uważam, że tego typu działania trzeba napiętnować. Ważniejsze jednak są głosowania, a PiS jednolicie poparło poprawki klubowe, tu nie ma w PiS podziału.
PiS może jednak ponieść dotkliwe straty, jeżeli Marek Jurek wyjdzie jednak wraz ze swoimi zwolennikami z partii.
Nie traktuję odejścia pana marszałka z funkcji w kontekście wewnątrzpartyjnym. Cieszę się z jego deklaracji, że bez względu na to, jak potoczą się sprawy jego członkostwa w PiS, będzie nadal wspierał rząd, a to jest dla nas ważne, bo rząd nadal będzie miał większościowe zaplecze polityczne. Moim zdaniem taka postawa nie zamyka drogi panu marszałkowi, by pozostać członkiem PiS - jeżeli wyrazi taką wolę, to jego powrót przyjmiemy z radością.
Przemysław Gosiewski: Akurat ja i pan Kuchciński nic mu nie powiedzieliśmy. Ale nie chcę, żeby przedmiotem debaty publicznej był przebieg komitetu politycznego.
Czy rezygnacja Marka Jurka to duży cios dla PiS?
Na pewno dla PiS jest to złe wydarzenie, ale ciągle jest to sprawa naszego środowiska. Najbliższe dni pokażą, że ci, co się już witają z gąską - jak mówił pan premier - robią to za wcześnie. Poza tym uważamy, że marszałkiem nadal powinien być Marek Jurek. Mamy bowiem świadomość, że podał się do dymisji pod wpływem emocji. Po drugie, wybór marszałka powodowałby daleko idące komplikacje w tak podzielonym Sejmie.
Ale przecież Marek Jurek kategorycznie obstaje przy swoich decyzjach.
Mimo to żadne ostateczne decyzje nie zapadły, władze PiS nie przyjęły rezygnacji marszałka z funkcji partyjnych, wychodząc z założenia, że o takich sprawach można rozmawiać dopiero, gdy opadną emocje.
Roman Giertych chce się podjąć mediacji w powrocie marszałka.
Dobrze by było, aby pan Giertych nie stawiał się w sytuacji, gdy się mówi, że ktoś wchodzi między wódkę a zakąskę. Tę sprawę możemy osiągnąć bez pomocy pana Giertycha.
Wczoraj Dariusz Kłeczek powiedział, żeby Polski nie karać takim marszałkiem jak Kuchciński. Czy poseł PiS może się tak wypowiadać o szefie swojego klubu?
Panowie są z jednego województwa, czasami mają różne zdania w sprawach lokalnych, ale to nie powinno się przekładać na sprawy centralne.
Pan to nazywa różnicą zdań?
Sprawa posła Kłeczka powinna być rozpatrywana w kategoriach: czy można robić akcję polityczną przeciwko poprawkom własnego klubu, zanim one nie zostały przedyskutowane. W jego przypadku powinniśmy zachować się zgodnie z regulaminem klubu PiS, ale decyzja zależy od władz klubu.
W piątek szef klubu Marek Kuchciński zapowiedział, że ukarze osoby, które wystosowały list, by nie popierać poprawek zgłoszonych przez prezydenta. Czy nie pogłębi to rozłamu w PiS?
Najpierw trzeba tę sprawę przedyskutować, a potem lecieć do mediów. Nie sądzę jednak, by był to powód do wyciągania konsekwencji dyscyplinarnych, chociaż uważam, że tego typu działania trzeba napiętnować. Ważniejsze jednak są głosowania, a PiS jednolicie poparło poprawki klubowe, tu nie ma w PiS podziału.
PiS może jednak ponieść dotkliwe straty, jeżeli Marek Jurek wyjdzie jednak wraz ze swoimi zwolennikami z partii.
Nie traktuję odejścia pana marszałka z funkcji w kontekście wewnątrzpartyjnym. Cieszę się z jego deklaracji, że bez względu na to, jak potoczą się sprawy jego członkostwa w PiS, będzie nadal wspierał rząd, a to jest dla nas ważne, bo rząd nadal będzie miał większościowe zaplecze polityczne. Moim zdaniem taka postawa nie zamyka drogi panu marszałkowi, by pozostać członkiem PiS - jeżeli wyrazi taką wolę, to jego powrót przyjmiemy z radością.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|