Agenci ABW wkroczyli do samolotu na Okęciu tuż przed jego odlotem o 20.15. Gdy samolot szykował się do startu, pasażerowie usłyszeli komunikat, że odlot będzie opóźniony, ponieważ
brakuje istotnych dokumentów.
"Nie byliśmy tym zdziwieni, opóźnienia dosyć często się na tych liniach zdarzają" - relacjonuje poseł PO Tadeusz Aziewicz, który znajdował się na pokładzie. Po chwili do
maszyny podstawiono schodki i na pokład weszło dwóch funkcjonariuszy w cywilu. Podeszli do Woszczerowicza i po krótkiej wymianie zdań poseł opuścił samolot w ich towarzystwie. Kilka minut
potem pozostali pasażerowie musieli wyjść na lotnisko. Cały bagaż, nie tylko podręczny, musiał zostać zabrany. Samolot dokładnie przeszukano. Dopiero potem ponownie wpuszczono pasażerów.
Akcja trwała około godziny - relacjonuje "Dziennik Bałtycki".
Rzeczniczka agencji Magdalena Stańczyk tłumaczyła, że Lepper zawiadomił o grożącym mu jakoby niebezpieczeństwie. Agenci chcieli przesłuchać w tej sprawie Woszczerowicza, a poseł sam
zdecydował, by stało się to na lotnisku.
"Informacje o pogróżkach osobiście przekazał Andrzej Lepper oficerom BOR, którzy go ochraniali, a ci poinformowali o tym ABW" - mówi dziennikowi.pl minister koordynator
specsłużb Zbigniew Wassermann. "Z mojej wiedzy wynika, że w tej sprawie ze strony ABW nie doszło do naruszenia żadnych przepisów, a podnoszone przez polityków wątpliwości biorą
się z nieznajomości prawa albo faktów" - dodał. Minister zastrzegł jednak, że wszelkie wątpliwości zostaną przez niego sprawdzone.
Wcześniej Lepper mówił, że ostrzegano go w piątek, iż "zostanie zlikwidowany". Skrytykował też ABW za przesłuchanie Woszczerowicza - jego zdaniem naruszono immunitet
posła. Dodał, że został on "zatrzymany w samolocie i wyprowadzony na oczach pasażerów".