Dziennik Gazeta Prawana logo

Wielgus nie padł ofiarą spisku

13 października 2007, 16:38
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Nasz Dziennik" odkrył kościelny spisek w sprawie abp. Stanisława Wielgusa: były metropolita warszawski został zmuszony do podpisania odezwy do wiernych, w której przyznał się do współpracy z SB. Z naszych ustaleń wynika, że teza ta ma niewiele wspólnego z prawdą - pisze DZIENNIK.

Kto miałby zmusić byłego metropolitę warszawskiego do podpisania dokumentu zawierającego skruchę z powodu uwikłania się w kontakty "z ówczesnymi służbami bezpieczeństwa"? Tego się z sobotnio-niedzielnego "Naszego Dziennika" nie dowiadujemy.

Ale czytamy w nim, że chodzi o ludzi, "którzy przedłożyli nowemu metropolicie ów dokument do podpisu i polecili rzecznikowi Episkopatu nagranie księdza arcybiskupa odczytującego ten tekst".

Choć nie padają nazwiska, jednak wymienienie w tym kontekście osoby rzecznika Episkopatu jest jednoznacznym wskazaniem, że za całą sprawą stali księża pracujący w instytucjach kościelnych, np. z sekretariatu Episkopatu czy nuncjatury. Bo tylko oni w tych dniach mieli dostęp do arcybiskupa.

Pada też teza, że Kościelna Komisja Historyczna została zmuszona do badania akt abp. Wielgusa, działała pod presją i miała na to zdecydowanie za mało czasu.

Osoby duchowne uczestniczące w wydarzeniach związanych z rezygnacją abp. Wielgusa nie chcą się oficjalnie wypowiadać, jednak informacje "Naszego Dziennika" kwitują w rozmowie z nami krótko: "To jakieś totalne bzdury, wysuwanie oskarżeń pod adresem ludzi Kościoła o jakiś spisek jest absolutnie niedopuszczalne".

Według naszych ustaleń, Kościelna Komisja Historyczna działa niezależnie od sekretariatu Episkopatu czy nuncjatury i aktami abp. Wielgusa zajęła się na jego osobistą prośbę 2 stycznia, po tym jak w mediach został oskarżony o współpracę z SB.

Rzeczywiście styl opublikowanej 5 stycznia odezwy do wiernych, w której przyznaje się on do kontaktów z SB, jest inny niż np. wydanego kilka godzin wcześniej oświadczenia w sprawie orzeczenia Komisji Historycznej. Jednak jest częstą praktyką, że dokumenty pisze np. sekretarz biskupa na podstawie przedstawionych przez niego tez, a on się pod tym podpisuje.

Według naszych informacji, rzecznik Episkopatu nagrał wspomnianą odezwę i umieścił ją w internecie nie z własnej inicjatywy, ale właśnie na prośbę abp. Wielgusa. Nasz rozmówca zwraca uwagę, że abp Wielgus rzeczywiście był bardzo zdenerwowany całą sytuacją, ale nie przeszkodziło mu to objąć archidiecezji zgodnie ze wszystkimi wymogami prawa kanonicznego, więc teza, że był w tak złym stanie psychicznym, że został do czegokolwiek zmuszony, jest daleka od prawdy.

Publicysta "Naszego Dziennika" twierdzi, że dysponuje materiałami, które jasno wskazują, kto zmusił abp. Wielgusa do podpisania tej odezwy, ale na razie nie chce ich upubliczniać. "Niech je ujawnią, bardzo jestem ich ciekaw" - mówi nam jedna z osób, dotknięta podejrzeniami gazety. Ale to już kolejna taka zapowiedź gazety, dotychczas żadnego nowego dokumentu w tej sprawie nie pokazano.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj