Jak pisze "Fakt":

Reklama

To wydarzyło się w samym centrum Warszawy, już po zmroku. Minister Kopacz wracała służbowym samochodem z pracy, gdy nagle spostrzegła leżącą na chodniku staruszkę. Natychmiast poleciła kierowcy zatrzymać auto. Sama wyjęła z bagażnika specjalny plecak ratunkowy, który zawsze wozi w aucie, i podbiegła do kobiety. I całe szczęście, że minister tak szybko zareagowała, bo jak się okazało potem w szpitalu pani Marianna paskudnie połamała sobie nogę.

Kobieta przechodziła obok przystanku autobusowego, gdy wpadł na nią mężczyzna z wózkiem na zakupy i potrącił. To wystarczyło, by staruszka straciła równowagę, zaczepiła jeszcze stopą o wystającą płytą chodnikową, której już nie zauważyła, i runęła na ziemię. – Poczułam straszny ból w nodze – mówi pani Marianna. I właśnie wtedy zobaczyła pochylającą się nad nią Ewę Kopacz. – Od razu poznałam panią minister – opowiada kobieta.

Kopacz zmierzyła rannej ciśnienie, okryła termoizolacyjnym kocem i rozpoczęła wbijanie wenflonu. Wtedy też pojawiła się ekipa pogotowia, które zostało wcześniej zaalarmowane. I dopiero lekarzom z karetki pani minister oddała "swoją" pacjentkę.

Ewa Kopacz jest lekarzem z zawodu. – Pani minister od początku pełnienia funkcji ma ten plecak w służbowym samochodzie, bo chce być zawsze przygotowano do udzielenia pomocy drugiej osobie – mówi Piotr Olechno, rzecznik prasowy z resortu. Jak dowiedział się "Fakt", ratunkowy plecak w bagażniku limuzyny minister Kopacz był w użyciu już 10 razy. Właśnie tyle razy minister zatrzymywała się, aby udzielić pomocy przypadkowym przechodniom.

>>> Dramat Rydzyka. Nie ma pieniędzy na karę