"Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił" - SMS-a z takim przekazem według gen. Petelickiego mieli otrzymać członkowie Platformy tuż po katastrofie smoleńskiej.

"Gdy pokazałem moim znajomym z Platformy - w celu uniknięcia możliwych przekłamań - raport zespołu ekspertów niezależnych, który skonsultowaliśmy z ekspertami amerykańskimi i brytyjskimi, jeden z tych polityków pokazał mi wtedy tego SMS-a. Powiedział mi, że nie podejrzewał wcześniej, iż mógł być tak bardzo manipulowany w sprawie śledztwa przez rząd" - mówi w rozmowie z "Super Expressem" były dowódca GROM.

Gen. Sławomir Petelicki nie chce z oczywistych względów ujawnić tożsamości osoby, która przekazała mu SMS-a, ale mówi kim ta osoba jest.

"Powiem tylko, że to bardzo uczciwy człowiek, któremu od dawna nie podoba się w Platformie wiele rzeczy. Tego samego SMS-a pokazałem też bardzo znanemu dziennikarzowi i dwóm osobom ze świata nauki - żeby nie było, że sobie wszystko wymyśliłem" - mówi gen. Petelicki.

Jego zdaniem twórcą SMS-a jest ktoś z trójki: Donald Tusk, Tomasz Arabski, Paweł Graś. Ten ostatni skomentował to krótko: kompletne brednie.

"Od momentu, gdy zobaczyłem w <Super Expressie> Grasia na posesji Niemca z miotłą w ręku i beretem na głowie, przestał być dla mnie wiarygodny. Zresztą on dobrze wie, że ja mam tego SMS-a. Zresztą instrukcje SMS-owe to normalna rzecz. Nie ma co się oburzać i zaprzeczać. Wiadomo, kto się znajdował na lotnisku w Smoleńsku i decydował o tym, co się tam dzieje. Gołym okiem widać było, że o wszystkim decydowała właśnie ta trójka" - twierdzi były dowódca GROM.

Czy, jak twierdzi Monika Olejnik, generał wspiera Jarosława Kaczyńskiego?

"Nie mam żadnych związków z PiS. Wręcz przeciwnie, gdy Jarosław Kaczyński był premierem, zabronił ówczesnemu ministrowi obrony narodowej kontaktów ze mną. Zresztą kiedyś popierałem Platformę, ale dostrzegłem zakłamanie rządu i jako człowiek uczciwy nie mogę milczeć" - wyjaśnił gen. Petelicki.

Jego zdaniem SMS do członków Platformy świadczy o tym, że premier Tusk "spanikował i autentycznie się przestraszył"


"Jego największy błąd polega na tym, że nie zwrócił się o pomoc w śledztwie do NATO. To był nasz obowiązek wynikający z procedur naszego członkostwa w Sojuszu. Wiem od Amerykanów, że <za karę> nie przekażą nam już uzbrojonych patriotów. Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Tymczasem premier nie posłuchał ani gen. Skrzypczaka, ani innych wojskowych, którzy ostrzegali o chaosie w 36. pułku. Katastrofa CASY w Mirosławcu pokazała jak w soczewce wszystkie błędy i braki w pułku. Ale premier nie wyciągnął z tego wniosków, a każdy, kto go krytykuje, jest <pisiorem", czubkiem bądź ma amnezję. Za to na krytykę ze strony artystów reaguje z największą chęcią. Amerykanie z pewnością pomogliby nam szybko otrzymać wrak, żeby go następnie odbudować w Polsce. A teraz możemy tylko liczyć, że kiedyś może wróci do nas z Rosji pociągiem przyjaźni..." - ironizuje generał.

"Raport NATO byłby dla niego miażdżący i mógłby oznaczać dymisję rządu. Ci, co podjęli decyzję o przekazaniu śledztwa Rosjanom, doskonale wiedzieli, że MAK zawsze zwalał winę na pilotów. W ten sposób rządzący mogli uratować dla siebie stołki" - dodaje były szef GROM.

Gen. Petelicki odniósł się także do raportu komisji Jerzego Millera, który wkrótce będzie opublikowany i ma być surowy dla strony polskiej.

"Zapewniam pana, że surowy to on będzie tylko dla załogi tupolewa. Zresztą rząd patrzy na słupki sondażowe i w zależności od nich raport nie zostanie w ogóle opublikowany przed kampanią albo premier poświęci ministra obrony Bogdana Klicha, żeby pokazać, jaki jest sprawiedliwy. Obawiam się, że będziemy mieli powtórkę z afery hazardowej" - powiedział "Super Expressowi" gen. Petelicki.

>>>Czytaj więcej w "Super Expressie"