Błaszczak powiedział we wtorek dziennikarzom, że chodzi o wypowiedź Biedronia, która padła na sali sejmowej podczas piątkowych obrad. Jego zdaniem Biedroń zasugerował wtedy, że pali marihuanę. "Przypominam, że posiadanie narkotyków w Polsce jest karalne" - powiedział Błaszczak.

"Wiceprzewodniczący komisji sprawiedliwości poseł Biedroń sugeruje, że nie przestrzega obowiązującego w Polsce prawa" - dodał Błaszczak. "W naszym przekonaniu, każdy obywatel - szczególnie każdy poseł - jest zobowiązany do przestrzegania prawa, jeżeli wiceprzewodniczący Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka sugeruje, że tego prawa nie przestrzega, to jest karygodne" - zaznaczył.

Podczas piątkowej debaty nad expose premiera Donalda Tuska Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota powiedział, że 800 tys. Polaków żąda depenalizacji posiadania marihuany. Mówił, że "wśród posłów Platformy też są palacze marihuany, są też w rządzie".

Później zabrał głos Robert Telus (PiS). "Nie pozwalajmy na to, żeby posłowie, którzy nie byli do tej pory w parlamencie, psuli dobre imię naszego parlamentu, mówiąc, że ktoś z parlamentu pali trawkę, marihuanę, że ktoś z rządu..." - apelował Telus. W tym momencie z sali padły słowa: "Ja palę. Palę". Według stenogramu z obrad Sejmu, powiedział to Robert Biedroń.

Odnosząc się do zapowiedzi Błaszczaka Biedroń ocenił na wtorkowej konferencji prasowej, że sprawa ta "w wykonaniu PiS ma wymiar satyryczny". W jego opinii "konwencja, w jakiej PiS próbuje rozmawiać na temat fundamentalnych dla wolności swobód obywatelskich, jest przerażająca".

"Rozumiem, że dla PiS najlepiej by było, by wszyscy użytkownicy marihuany trafiali do więzienia, by byli skazywani na długoletnie więzienie za użytkowanie, ale kwestia jest dużo bardziej poważna. Ja złożyłem tę deklarację w parlamencie i gwarantuję państwu, że będę składał tę deklarację, że palę marihuanę za każdym razem, gdy majestat państwa nie będzie rozumiał obywatela" - oświadczył Biedroń.

Zapowiedział, że będzie składał "takie deklaracje w każdym momencie, kiedy państwo będzie próbowało ograniczać swobody i wolności obywatelskie". "Kiedy państwo mnie zapytacie o aborcję, powiem państwu, że dokonałem aborcji, bo jest to też kwestia związana z wolnościami obywatelskimi i jestem w 100 proc. przekonany, że obywatele powinni mieć prawo do wykonywania aborcji. Kiedy państwo mnie spytacie o wolność zgromadzeń, o spontaniczne zgromadzenia i karanie tych spontanicznych zgromadzeń, powiem: +tak, organizowałem spontaniczne zgromadzenia+, bo uważam, że obywatel ma prawo organizować spontaniczne zgromadzenia" - mówił Biedroń.


"I mimo że jestem znany z tego, że jestem abstynentem, także jeśli chodzi o marihuanę, to będę publicznie deklarował, że palę marihuanę, bo uważam, że prawo obowiązujące w Polsce w tym zakresie łamie podstawowe prawa i wolności obywatelskie i należy je zmienić. Dlatego: tak, palę marihuanę, tak, dokonałem aborcji, tak, jestem za spontanicznymi zgromadzeniami" - powiedział poseł Ruchu Palikota.

Natomiast lider Ruchu Palikota oświadczył podczas konferencji: "Chcemy być karani, karajcie nas, niech nas PiS, niech parlament, karze za palenie marihuany, za aborcję, za nielegalne zgromadzenia".

We wtorkowej "Rzeczpospolitej" Biedroń wyjaśniał, że podczas debaty na expose premiera mówił, że "pali kadzidełka; kadzidełka wolno palić".

"Ja na pewno będę bronił posła Biedronia" - zapowiedział w rozmowie z PAP szef komisji sprawiedliwości Ryszard Kalisz (SLD). Jak mówił, podczas obrad z sali padają różne słowa, ale na pewno to, co powiedział poseł RP, nie powinno mieć takich konsekwencji, jakich żąda PiS. Kalisz podkreślił, że sam temat jest poważny, Biedroń mógł zaś mieć na myśli małą ilość narkotyków posiadanych na własny użytek.

Wiceszef komisji z PO Jerzy Kozdroń powiedział z kolei PAP, że wniosek na podstawie słów, jakie padły z sali, wydaje się dziecinadą. Jak podkreślił, nie wiadomo, co Biedroń miał na myśli i dopóki oficjalnie nie przyzna się, że jest osobą zażywającą narkotyki lub nie zostanie mu to udowodnione np. przez organy ścigania, nie ma podstaw do odwoływania go z komisji.

Z kolei przewodniczący klubu PSL i członek komisji sprawiedliwości Jan Bury powiedział PAP, że jeszcze nie wie, jak zachowa się w głosowaniu nad wnioskiem PiS. Zaznaczył, że poseł pełniący funkcję w komisji - nawet niekoniecznie sprawiedliwości - nie może drwić z przepisów prawa. Zastrzegł jednak, że zarówno wniosek, jak i sprawozdanie stenograficzne z obrad Sejmu muszą zostać poddane "pełnej analizie".

W ocenie rzecznika klubu Solidarnej Polski Patryka Jakiego, politycy PiS zapowiadając wniosek o odwołanie Biedronia zachowują się, jakby cierpieli na "rozdwojenie jaźni". "W ubiegłym tygodniu większość posłów PiS głosowało za kandydaturą pana Biedronia na tę właśnie funkcję, a kilka dni później chcą jego rezygnacji z funkcji, na którą sami go powołali. Tego typu osoba nie powinna piastować żadnych ważnych funkcji publicznych i liczymy na refleksję PiS" - powiedział Jaki.

Podkreślił, że właśnie w ramach protestu przeciwko wyborowi Biedronia na wiceszefa komisji, szef klubu Solidarnej Polski Arkadiusz Mularczyk zrezygnował z zasiadania w komisji sprawiedliwości.

PO ma 12 posłów w komisji sprawiedliwości, PiS - 8; Ruch Palikota, PSL i SLD - po dwóch.