W dyskusjach pojawiają się różne szczegółowe pomysły. Także ten dotyczący doradców dyplomatycznych – potwierdza biuro prasowe resortu. Urzędnicy zaznaczają jednak, że propozycje nie przybrały jeszcze konkretnego kształtu i wymagają debaty.
Reklama
Jakie byłoby zadanie rządowych delegatów w województwach? Pomagaliby marszałkom w nawiązywaniu kontaktów zagranicznych (np. z organizacjami międzynarodowymi) oraz w organizowaniu międzynarodowych misji gospodarczych złożonych z przedstawicieli lokalnych władz i przedsiębiorców.
Oficjalnie samorządy o pomyśle MSZ wypowiadają się dyplomatycznie. Z jednoznacznymi ocenami musimy poczekać, aż pojawią się szczegółowe rozwiązania. Nasuwa się bowiem pytanie, kto miałby tych doradców finansować i na czym to doradztwo miałoby dokładnie polegać. Regiony może nie do końca potrafią wykorzystać swój potencjał w dziedzinie polityki zagranicznej, ale z drugiej strony nie dostarczają rządowi w tej mierze szczególnych problemów – mówi marszałek woj. małopolskiego Marek Sowa.
W ostrzejszym tonie samorządowcy wypowiadają się prywatnie. To może się skończyć ograniczaniem samodzielności marszałków i naciskami – uważa jeden z naszych rozmówców, zastrzegając anonimowość.
Formalnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych deklaruje, że dąży do poprawienia współpracy z samorządami. Rzeczywiście, lista zażaleń, jakie ci drudzy mają wobec rządu, jest długa. Można się było o tym przekonać podczas pierwszego od kilku lat posiedzenia rządowo-samorządowego zespołu ds. europejskich, które odbyło się pod koniec sierpnia. Przedstawiciele lokalnych władz zarzucili rządowi, że pozostawił ich samym sobie, jeżeli chodzi o reprezentację w Komitecie Regionów (organ doradczy przy Radzie UE i Komisji Europejskiej), a także że niedostateczne wspiera samorządy w pracach Rady Europy. Do tego MSZ miałoby blokować inicjatywy współpracy transgranicznej między samorządami polskimi i niemieckimi. Resort odpiera te zarzuty, argumentując m.in. że tylko na „wzmocnienie wymiaru obywatelskiego i samorządowego polityki zagranicznej” wydał w tym roku 8 mln zł.
Inna sprawa, że samorządy same mają sporo do nadrobienia w kwestii współpracy transgranicznej. Jak DGP pisał w maju tego roku, począwszy od 2007 r., nasze miasta i gminy nie wydały nawet połowy z ponad 0,5 mld euro, jakie Bruksela zarezerwowała dla nich na międzynarodowe projekty realizowane we współpracy z innymi samorządami UE. W dodatku kilkanaście dni temu Sejmik Województwa Śląskiego podjął decyzję o wystąpieniu ze Zgromadzenia Regionów Europy. Powód? Oszczędności – 150 tys. zł rocznie na składkach na zgromadzenie. Ciekawe, czy urzędnicy wyliczyli, ile miesięcznie będzie ich kosztowała marginalizacja regionu na arenie europejskiej.