Dziennik Gazeta Prawana logo

Polityczne anegdoty o Sejmie i politykach

28 grudnia 2012, 08:05
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Waldemar Pawlak
Waldemar Pawlak/KENCKOphotography / Shutterstock.com
Sporo jest anegdot krążących po sejmowych korytarzach. Politycy uwielbiają opowiadać zabawne historie o sobie nawzajem, podobnie tak jak lubią docinać innym politykom. Oto, co usłyszeli od nich dziennikarze...

Ostatnio przy Wiejskiej z dużym natężeniem krążyły historyjki o Waldemarze Pawlaku - przypomina "Polska the Times". Któryś z polityków przywołał taką: rzecz się ma przed wyborami, pytają wtedy jeszcze szefa ludowców, kto je wygra, a ten z pokerową miną odpowiada: - .

Warto w tym momencie przypomnieć, że Polskie Stronnictwo Ludowe ma w zwyczaju wchodzić w koalicje ze zwycięzcami wyborów. Przed sojuszem z PO trwało w koalicji z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, który wygrał wybory do Sejmu w 2001 roku.

Ale jest też anegdota bliższa ostatnim wydarzeniom. Po zjeździe PSL, na którym wybrano Janusza Piechocińskiego przewodniczącym partii, Waldemar Pawlak spotkał się na sejmowym korytarzu z Leszkiem Millerem, szefem SLD. Ten spytał: - Na to Pawlak ponoć odpowiedział: -

Legendą obrosły słynne przerwy ogłaszane przez marszałek Ewę Kopacz podczas głosowań - czytamy w "Polsce". Na początku swojego marszałkowania Ewa Kopacz ich nie robiła, a kiedy chciała zapalić, a wiadomo, że nie jest wolna od tego nałogu, zastępował ją Cezary Grabarczyk. Jak głosi anegdota, pewnego razu, kiedy wyszła "na dymka", Platforma przegrała głosowanie nad ustawą wartą parę milionów złotych. I wprawdzie, jak opowiada poseł Zbigniew Girzyński, odkręciła sprawę w Senacie, ale od tamtej pory Ewa Kopacz podczas głosowań nie daje się zastępować, a co dwie, trzy godziny urządza przerwy.

Niektórzy politycy opowiadają, że Andrzej Lepper nosił w kieszeni garnituru pokrojone kabanosy, i kiedy tylko miał chwilę - podgryzał. Jarosław Kaczyński ssie ponoć za to tik-taki. O prezesie PiS krąży zresztą przy Wiejskiej mrożąca krew w żyłach opowieść, której jednak ten stanowczo zaprzecza. Podobno na początku lat 90. w sejmowej windzie - jak pisze "Polska the Times" - Kaczyński miał wyciągnąć z kieszeni pistolet, wycelować w Donalda Tuska i stwierdzić: - .

Historię tę opowiedział w czasie jednej z przedwyborczych debat Donald Tusk, prezes PiS podkreśla jednak, że nie miał wtedy pistoletu, a cała historia jest zmyślona. Jak było naprawdę, wiedzą jedynie Tusk i Kaczyński.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Polska The Times
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj