Premier dodał, że nie można lekceważyć niepokojów społeczeństwa. Podkreślił, że rząd jest otwarty na rozmowy ze związkami zawodowymi i nie zgodził się z zarzutami związkowców o braku dialogu społecznego.

Reklama

Premier powiedział po posiedzeniu rządu, że choć strajk nie sparaliżował życia na Śląsku, to rządzący nie powinni lekceważyć takiego protestu. Premier oświadczył, że rządowi zależy na obronie miejsc pracy i tworzeniu nowych. Tymczasem niektóre postulaty strajkujących są bardziej korzystne dla pracujących niż dla bezrobotnych.

Donald Tusk dodał, że związki zawodowe nie powinny zbyt mocno naciskać na podniesienie płacy minimalnej, gdyż spowoduje to zwalnianie pracowników. Podobnie jest ze zmianami w rozliczaniu czasu pracy. To - zdaniem premiera - ostrożna próba liberalizacji rynku pracy, która jest potrzebna w obecnej sytuacji. Dziwi więc sprzeciw związków wobec takich prób. Tusk podkreślił, że rząd nie planuje powrotu do emerytur pomostowych ani rezygnacji z uelastycznienia rynku pracy.

>>> Mordasewicz: Realizacja postulatów związkowców doprowadziłaby do katastrofy

Premier oświadczył, że rząd jest otwarty na dialog ze związkami zawodowymi. Powiedział, że taki dialog jest prowadzony w Komisji Trójstronnej. Od początku roku odbyło się pięć jej posiedzeń, ale przewodniczący "Solidarności" Piotr Duda był tylko na jednym - wyliczał premier. Donald Tusk powiedział, że rząd rozumie wiele postulatów strajkujących, w tym na przykład ochronę zakładów zagrożonych nowymi przepisami, dotyczącymi emisji CO2, i jest gotów wyjść im naprzeciw. Mówiąc o żądaniu "Solidarności" przygotowania do 17 kwietnia harmonogramu rozmów ze związkami, Tusk powiedział, że ultimatum nie jest dobrym sposobem negocjacji.