Tak będzie wyglądała polska polityka zagraniczna jeśli prawica, nie daj Boże, dojdzie do władzy. Rzucanie się na silniejszych, moment emocjonalnej satysfakcji, a potem wstyd dla kraju i przeprosiny, albo gorzej - stwierdził Sikorski w Radiu ZET. 

Prawo i Sprawiedliwość przestaje myśleć, kiedy przychodzi do relacji z Rosją. Wystarczy zamachać czerwoną płachtą rosyjską. To są odruchy niewolnika, który musi pokazać, że w ogóle istnieje, że rzucanie się na silniejszego to jedyny paradygmat polskiej polityki zagranicznej - dodał minister.  

Sikorski uważa, że przeprosiny Bronisława Komorowskiego pozwoliły uniknąć spirali wrogości.

To niemiłe, kiedy trzeba przepraszać, ale niestety nie dopełniliśmy obowiązku ochrony placówki. Te przeprosiny się należały. Jest tak, jak powinno być: nacjonaliści i zadymiarze w Rosji i w Polsce są za kratami, tam, gdzie ich miejsce - powiedział minister.

A czy Rosja powinna przeprosić za atak racami na polską ambasadę w Moskwie?

Niestety to nasi zadymiarze zaczęli, niestety na znacznie większą skalę i niestety nasza policja nawaliła, a ich policja okazała się znacznie sprawniejsza. (...) Niestety był to zupełnie innej rangi incydent - odpowiedział Sikorski. 

Minister odniósł się także m.in. do sporu pomiędzy PiS a Ruchem Narodowym.

Niewykluczone, że Jarosław Kaczyński wyhodował żmiję, która go ukąsi - powiedział minister.

Przypomniał jak parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości jeździli do antysemity Kobylańskiego.

Nie wiem czy w tym, ale w zeszłym roku był patronem Marszu Niepodległości. Chciałbym wiedzieć, czy PiS dotrzymał słowa i ukarał parlamentarzystów za przymilanie się antysemicie Kobylańskiemu? - dopytywał Radosław Sikorski