Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski został poproszony w czwartkowym wywiadzie dla portalu "wPolityce.pl" o ocenę protestów rolników w Warszawie.

Odpowiedział, że tego typu protesty szkodzą rolnikom, a nie pomagają.

- Powodów jest wiele. Przed rolnictwem europejskim stoją ważne problemy, jak np. nadmierna dominacja zakładów przetwórczych, osłabienie pozycji rolnika w łańcuchu od producenta do konsumenta. Społeczeństwu należy tłumaczyć, że wspieranie rolnictwa jest potrzebne choćby z powodu bezpieczeństwa żywnościowego czy suwerenności żywnościowej, a preferencyjne warunki ubezpieczenia społecznego są zasadne. W mojej opinii te formy wsparcia dla rolników powinny być utrzymane, bo rolnicy mają mniejsze dochody, borykają się z wolniejszym obrotem pieniądza w gospodarstwach, a jednocześnie pełnią szereg funkcji związanych nie tylko z produkcją żywności, ale również nowymi wyzwaniami, które stawia im społeczeństwo, takimi jak troska o przyrodę i klimat. To nowe zadania, z którymi rolnicy muszą się mierzyć. Dlatego należy społeczeństwu uświadamiać, że należy udzielać rolnictwu wsparcia ze środków publicznych. Nie wystarczy formułować kolejne żądania. Trzeba zastanowić się, czy tego typu protest, który dziesiątkom tysięcy ludzi dezorganizuje życie, który pokazuje lekceważenie dla żywności i jej marnowanie, gdy mamy sporą grupę ludzi biednych, jest zasadny. Do wyobraźni przemawia obraz starszej kobiety zbierającej jabłka z asfaltu. Co takie protesty wnoszą dla rolnictwa? Jest otwarty mechanizm, wymyślony przez samych rolników, eksperckich rozmów w ramach Porozumienia Rolniczego. Na pierwsze spotkanie zgłosiło się 168 organizacji, oddelegowali swoich najlepszych przedstawicieli, którzy wiedzą, jak funkcjonują poszczególne obszary rolnictwa - wyjaśnił.

Pytany, czy na tych spotkaniach pojawiają się przedstawiciele AGROunii, Ardanowski przyznał, że nie i że ta organizacja nie chce brać udziału w żadnych rozmowach, "tylko stawia żądania i to nawet prezydentowi czy premierowi". - Odniosłem wrażenie, że przedstawiciele tej grupy nie mają żadnej wiedzy rolniczej. To stek pobożnych życzeń - ocenił.

Dopytany, co przez to rozumie, odparł, że to hasła typu: "zamknąć polskie granice przed napływem obcej żywności, ale świat ma kupować naszą żywność". - Towarzyszy temu obsesyjne żądanie zmiany polityki UE wobec Rosji. Ich zdaniem powinniśmy przepraszać Rosjan, dogadywać się z nimi, to wtedy kupią naszą żywność  - wyjaśnił.

Na pytanie, czy czuje niepokój z powodu odniesień do Rosji, odparł, że sam chciałby wiedzieć, jaką linię reprezentuje ta organizacja. Dodał, że AGROunia "powołuje się na rolników, a w sprawie Rosji prezentuje stanowisko sprzeczne z polską racją stanu".

Komentując to, że wielu rolników podpisuje się pod postulatami AGROunii, Ardanowski powiedział, iż rolnicy podpisują się pod każdymi postulatami, które nagłaśniają problemy w rolnictwie, a tych jest mnóstwo.

Minister odniósł się też w wywiadzie do stwierdzenia, że "słyszymy, że lider AGROunii Michał Kołodziejczak to >drugi Lepper<". Jak ocenił, "takie porównania to przesadna nobilitacja tego młodego człowieka i jednoczesne pomniejszanie roli i pozycji Andrzeja Leppera".

Ardanowski dodał, że znał lidera Samoobrony, był jego zastępcą w resorcie rolnictwa w czasach rządów PiS-LPR-Samoobrona. - Szanowałem go. Był człowiekiem autentycznym, a nie żadnym plastikowym politykiem wypreparowanym przez kogoś. Owszem, był naturszczykiem, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Miał jednak na uwadze interes Polski. I to bardzo mocno. Szkoda, że taki los był mu pisany. Porównywanie młodego człowieka, który nie ma żadnej wiedzy rolniczej, bawi się protestami i twierdzi, że prawo go nie obowiązuje, byłoby dużym upokorzeniem pamięci Andrzeja Leppera - powiedział minister.