Wysokie miejsca na liście sejmowej dostali też podobno inni "ludzie Rokity", m.in. Jerzy Fedorowicz, Liliana Sonik oraz współpracownik Rokity Ireneusz Raś, który znalazł się na piątym miejscu. Drugie miejsce na liście do Sejmu stracił Tomasz Szczypiński - polityk wystartuje jako kandydat PO do Senatu.

Wygląda więc na to, że kierownictwo Platformy uległo żądaniom Jana Rokity, który groził odejściem z PO, jeśli kształt list nie ulegnie zmianie. Rokita upominał się o umieszczenie wśród kandydatów do parlamentu właśnie Liliany Sonik i Jarosława Gowina, pominiętych wcześniej przez regionalne władze PO.

W porannej audycji radia TOK FM Rokita protestował przeciwko - jak się wyraził - umieszczaniu "aparatczyków" na liście wyborczej. "Kiedyś tzw. układ warszawski też zdobywał 50 proc. głosów. Bardzo bym nie chciał, żebyśmy za dwa lata musieli dyskutować o układzie krakowskim z Janem Rokitą na czele, który go wprowadził do parlamentu" - mówił wcześniej Rokita na antenie radiowej.