- Było za mało kontaktu z ludźmi na dole. Rozpoczynając od wsi poprzez miasta i miasteczka. Nie zmobilizowaliśmy też elektoratu w tych największych miastach. Straciliśmy półtora miliona wyborców; to dużo – powiedziała w czwartek PAP Łukacijewska.

Jej zdaniem, kontakty polityków z wyborcami nie powinny dotyczyć tylko okresu kampanii wyborczej, ale powinny trwać "cały czas". - Ta praca na dole musi być wykonana. Jest za mały kontakt – dodała.

W ocenie europosłanki kolejnym błędem było to, że nie wszyscy wyborcy "rozumieli kształt list" wyborczych KE. - Nie każdy wyborca chciał tak głosować. To też miało wpływ na wynik wyborów – zauważyła.

Łukacijewska zwróciła również uwagę na brak aktywności niektórych kandydatów. - Cimoszewicz w Warszawie miał zero kampanii wyborczej. To na pewno też przełożyło się w jakiś sposób na wynik. Jak się człowiek nie stara, to ludzie nie dają głosów – mówiła.

- Powinniśmy być wszędzie: i w małych, i w dużych ośrodkach. Wszędzie, i na tyle na ile by oczekiwali wyborcy – podkreśliła.

Według Łukacijewskiej, w jesiennej kampanii do Sejmu i Senatu ważne jest, żeby na listach wyborczych znalazły się osoby, "którym się chce być energicznymi, przebojowymi, które wiedzą, jak trafić do wyborców".

Jednocześnie zaznaczyła, że w jesiennej kampanii wyborczej należy korzystać z "doświadczenia tych, którzy wiedzą jak to robić". - Jeżeli ktoś przegrywa jedną czy drugą kampanię, to trzeba sztab wyborczy zmienić. To nie ulega wątpliwości dla mnie. Ludzie, którzy się nie sprawdzili nie powinni tej kampanii prowadzić, a do grona decyzyjnego dopuścić więcej kobiet i młodzieży – powiedziała europosłanka.

W tegorocznych wyborach do PE Łukacijewska startowała z 10. miejsca na liście KE z okręgu podkarpackiego. Zdobyła ponad 40 tys. głosów. W PE zasiada nieprzerwanie od 2009 r. Listę otwierał reprezentujący Polskie Stronnictwo Ludowe w KE europoseł Czesław Siekierski.

Łukacijewska zauważyła, że "listę podkarpacką ułożono tak, żeby wygrała jedynka". - Wygrałam, bo tak chcieli wyborcy – dodała.