Ponad dwie piąte badanych biorących udział w ostatnich wyborach parlamentarnych zadeklarowało, że podejmując decyzje, na kogo głosować, w ogóle nie brały pod uwagę opinii innych (42 proc.). Pozostali konsultowali swoje decyzje wyborcze przede wszystkim z najbliższą rodziną (41 proc.). Spora grupa uwzględniała opinię kogoś ze znajomych lub sąsiadów (10 proc.), kolegów z pracy, ze szkoły lub uczelni (8 proc.) albo cenionego przez siebie dziennikarza czy publicysty (9 proc.).

Autorzy badania zwracają uwagę, że im starsi wyborcy, tym częściej deklarują, że głosując, w ogóle nie brali pod uwagę opinii innych, i odwrotnie: im młodsi wyborcy, tym częściej przyznają, że ktoś pomagał im podjąć decyzję wyborczą. Z sondażu wynika, że najmłodsi wyborcy, mający od 18 do 24 lat, oprócz uwzględniania sugestii ze strony najbliższych (55 proc.), kierowali się często opiniami znajomych z pracy, szkoły lub uczelni (28 proc.) albo jeszcze kogoś innego ze znajomych (19 proc.).

Do osób, które najczęściej przyznają się do tego, że opinie innych miały dla nich znaczenie przy dokonywaniu wyboru przy urnach należą mieszkańcy największych miast: ponad połowa z nich sugerowała się opiniami najbliżej rodziny (54 proc.), spora cześć z nich brała pod uwagę opinię kogoś ze znajomych lub sąsiadów (19 proc.) albo cenionego przez siebie dziennikarza czy publicysty (17 proc.).

Z sondażu wynika, że jeśli chodzi o wpływ sugestii płynących ze strony księży, to nawet osoby najbardziej religijnie – praktykujące kilka razy w tygodniu – napomykają o tym jedynie bardzo sporadycznie (3 proc.).

Ogółem 9 proc. badanych, którzy w okresie przedwyborczym co najmniej raz uczestniczyli w nabożeństwie, deklaruje, że przynajmniej raz zdarzyło się, że ksiądz sugerował wiernym, jak powinni głosować w wyborach. Autorzy badania wskazują, że skala zjawiska, które można nazwać agitacją wyborczą w kościołach, była zbliżona do notowanej przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r.

Z sugestiami ze strony księdza dotyczącymi sposobu głosowania w tych wyborach najczęściej spotykali się – wedle własnych deklaracji – mieszkańcy największych miast (ogółem 24 proc.) oraz badani z wykształceniem wyższym (14 proc.), a także respondenci deklarujący lewicowe poglądy polityczne (17 proc.). Prawie co czwarty spośród ogółu badanych (24 proc.) deklaruje, że słyszał od kogoś z rodziny, znajomych lub sąsiadów o przypadkach agitacji wyborczej w kościołach. Odsetek takich deklaracji jest zbliżony do notowanego w 2011 r.

Z badania CBOS wynika, że deklaracje w tej kwestii wyraźnie różnicują poglądy polityczne, religijność i sympatie partyjne. O przypadkach agitacji wyborczej w kościele zdecydowanie częściej słyszeli od znajomych i rodziny badani deklarujący lewicowe (43 proc.) niż prawicowe (16 proc.) poglądy polityczne. Trzykrotnie częściej z informacjami takimi zetknęły się osoby niepraktykujące lub praktykujące sporadycznie (32 proc.) niż praktykujący kilka razy w tygodniu (11 proc.).

Prawie dwie piąte ogółu badanych (38 proc.) uważa, że Kościół katolicki w Polsce przed ostatnimi wyborami angażował się po stronie jakiejś lub jakichś partii politycznych. Blisko połowa (48 proc.) jest zdania, że pozostawał neutralny i nie wspierał żadnej z sił politycznych. CBOS podaje, że przeświadczenie o politycznym zaangażowaniu Kościoła jest obecnie jeszcze nieco częstsze niż 8 lat temu. Osoby, które mówią o zaangażowaniu Kościoła w kampanię wyborczą, niemal jednomyślnie deklarują, że wspierał on Prawo i Sprawiedliwość. Przekonanie to jest jeszcze częstsze niż 8 lat temu.

Badanie "Aktualne problemy i wydarzenia" przeprowadzono metodą wywiadów bezpośrednich (face-to-face), wspomaganych komputerowo (CAPI), od 7 do 17 listopada 2019 r. na liczącej 944 osoby reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.