Kidawa jest wściekła na Schetynę, bo ewidentnie gra, żeby ją osłabić - powiedział "Newsweekowi" bliski współpracownik Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. O tym, że będzie mieć konkurenta w prezydenckich prawyborach w PO, dowiedziała się w Zagrzebiu, gdzie wybierano Donalda Tuska na szef Europejskiej Partii Ludowej, do której należą PO i PSL.

Reklama

Grzesiek tylko wysiadł z samolotu i mówi: "Możecie się zdziwić, koperta wpłynęła do centrali wczoraj późnym wieczorem". Już w Chorwacji mówił w kuluarach szefom regionów, żeby popierali Jacka Jaśkowiaka, bo Kidawa nie ma szans pokonać Andrzeja Dudy. Zachował się bardzo nie w porządku - dodał ten sam rozmówca.

Tygodnik przypomina też, że Kidawa-Błońska publicznie mówiła, że ma żal do Jaśkowiaka, bo nie uprzedził jej o swoim starcie w wyborach. - Jak ja chciałam kandydować, to wyszłam i powiedziałam o tym ludziom. Jacek mógł choćby tweeta wysłać, a nie czekać z ogłoszeniem decyzji do ostatniego momentu - powiedziała Kidawa-Błońska tygodnikowi.

Prezydent Poznania nie przyjmuje tego zarzutu. Start w prawyborach był moją suwerenną decyzję. Miałem dzwonić do Małgorzaty i pytać o pozwolenie? Zgłoszenie przekazałem w kopercie, bo tego wymaga regulamin prawyborów. Dąsanie się z tego powodu jest nie na miejscu - powiedział.

"Newsweek" zwraca także uwagę, że Schetyna ogłosił prawybory, aby odwrócić uwagę od własnych problemów w partii: trzech przegranych wyborów z rzędu czy braku pomysłu na Platformę. "Uznał, że im więcej czasu upłynie od porażki w ostatnich wyborach, tym lepiej, bo ludzie zapomną o fatalnej kampanii. Jeździ po kraju, spotyka się z działaczami, zaprasza do siebie młodych. Ostatnio dał nawet regionom pieniądze z partyjnej kasy na organizację spotkań wigilijnych" - pisze "Newsweek".